Nie spędza mi snu z powiek to, jaka będzie przyszłość Donalda Tuska. Ale przyszłość Polski obojętna mi nie jest. A ta w dużej mierze zależy o tego, co zrobi lub czego nie zrobi Donald Tusk. I z tego powodu wolałbym, żeby przeszedł on do historii jako mąż stanu, który zostawił po sobie trwałe fundamenty pod nasz przyszły rozwój, niż jako polityk którego główną pasją była władza dla samej władzy.
REKLAMA
Przez pierwsze cztery lata swoich rządów Tusk wiele zrobił, by wygrać kolejne wybory, ale niewiele by Polska była w lepszym stanie. Potrafił rozmawiać z Polakami, ale tak, jak się rozmawia z dzieckiem, przed którym ukrywa się przykre prawdy i maluje mu się świat różowymi kredkami. Był zręcznym administratorem tego co zastał, ale nie był przywódcą, który widząc zagrożenia i wyzwania, chce i potrafi przekonać Polaków do trudnych decyzji.
Ale czas tego politycznego teatru się skończył. Dzisiaj żadne gesty i słowa nie zastąpią czynów. Bo dzisiaj niczego już nie można zostawić na czas po kolejnych wyborach.
Nie bacząc na opór koalicyjnego PSL-u i na zapowiadane uliczne protesty, trzeba jak najszybciej przeprowadzić reformę emerytalną. Tu nie można się cofnąć ani o krok – a raczej należy przyspieszyć, gdyż rozciągnięcie wydłużenia wieku emerytalnego aż po 2040 rok nie przyniesie koniecznego już teraz uzdrowienia finansów publicznych.
A stan polskich finansów publicznych to najcięższy grzech zaniechania Donalda Tuska w pierwszych czterech latach rządów. Przez te lata rząd Donalda Tuska wydawał o ponad 10% więcej niż wynosiły dochody. Średnio, w każdym roku, zadłużał nas na kwotę prawie 31 mld zł, co w sumie przyniosło wzrost zadłużenia aż o 123 mld zł. Budżet przyjęty na 2012 rok nie przynosi tu żadnej zmiany. Zaplanowane wydatki są znowu o prawie 11 % wyższe od dochodów. Oznacza to, że rząd będzie się musiał pożyczyć na nasze konto kolejne 35 mld zł, co w bilansie 5 lat przyniesie wzrost zadłużenia o prawie 150 mld zł. A biorąc pod uwagę cały sektor finansów publicznych, to dług, który my wszyscy będziemy musieli spłacać, wzrósł za czasów rządów Platformy o ponad 300 mld zł!
Tej sytuacji nie da się uzdrowić bez cięć w wydatkach. Trzeba m.in. zlikwidować przywileje emerytalne (służby mundurowe czy górnicy) i socjalne (np. becikowe), odchudzić administrację. Albo to się zrobi teraz, przy relatywnie niedużych jeszcze kosztach społecznych, albo będziemy do tego zmuszeni za 10 lat, płacąc wtedy cenę wyższa niż ta, jaką ponoszą dzisiaj Grecy.
Trzeba też dać nowe impulsy dla naszej gospodarki. Po pierwsze, chodzi o rzeczywistą prywatyzację. A tej nie zastąpi zamiana jednych kolegów na drugich w spółkach skarbu państwa. Po drugie, konieczne jest uproszczenie systemu podatkowego – nie może być tak, że przepisów podatkowych nie rozumieją nawet ci, którzy je tworzą. I po trzecie, musimy odbiurokratyzować naszą gospodarkę – nie przynosi nam ani chluby ani korzyści śrubowanie rekordów w konkurencji „gdzie najdłużej rejestruje się i w sposób najbardziej uciążliwy prowadzi się działalność gospodarczą”.
Donaldzie Tusku, nie ma przed tym ucieczki. Powinieneś wreszcie to zrobić. Pierwszy raz od dawna z szacunkiem patrzyłem, gdy mówiłeś, że już się narządziliście a teraz trzeba po sobie coś zostawić. Niezależnie od tego jakie są Twoje motywacje, to przypomnę tylko, że nikt nie kręci dzisiaj filmów o Wilsonie i Callaghanie, którzy z Wielkiej Brytanii zrobili „chorego człowieka Europy”. Powstał natomiast i zmierza po Oskara film o Margaret Thatcher, która Wielką Brytanię szokową kuracją uzdrowiła.
