4 czerwca. Jedna data i trzy rocznice. I trzy lekcje: dwie polskie i jedna chińska.

REKLAMA
Pierwsza polska lekcja – a symbolizuje ją data 4 czerwca 1989 roku – mówi o tym, jak pokonać pokojowymi środkami system totalitarny i zbudować od zera demokrację. Pokazuje ona znaczenie szerokich ruchów społecznych, dla których fundamentalne wspólne wartości – wolność, poszanowanie praw obywatelskich i demokratyczny system polityczny – są ważniejsze niż wewnętrzne podziały. Gdy ponad dwie dekady później wybuchła arabska wiosna ludów nie dziwiło, że nowe władze Tunezji zaprosiły Lecha Wałęsę, by dowiedzieć się z pierwszej ręki „jak to się robi”.
Ale tego samego dnia świat poznał też lekcję chińską. To na niej uczą się do dzisiaj dyktatorzy, których nie brakuje na tym naszym biednym świecie. „Obywatele protestują – rozjedź ich czołgami” – ten brutalny przekaz wprowadzony w życie 4 czerwca 1989 roku na Placu Tiananmen, dzisiaj realizuje w Syrii prezydent Baszar al-Assad. Cóż, że paru dyktatorów – jak choćby Hosni Mubarak próbując tego samego, przegrało – syryjski dyktator liczy na to, że będzie równie skuteczny, jak chińskie władze 23 lata temu.
Dla nas 4 czerwca to doświadczenie jeszcze jednej polskiej lekcji – jak psuć to, co z takim entuzjazmem udało nam się wywalczyć ledwie 3 lata wcześniej. „Noc teczek” Antoniego Macierewicza zapoczątkowała nową „jakość” polskiej polityki – polityki, w której sięga się po teczki i haki, gdzie dialog i debata przegrywają z kłamstwem i oszczerstwem, gdzie nie tyle chodzi o wygranie własnych racji, co o zniszczenie i pozbawienie godności politycznego przeciwnika.
Świat – mam nadzieję – prędzej czy później odrzuci chińską lekcję i pójdzie śladem tej pierwszej polskiej z 4 czerwca 1989 roku.
Ale na naszym polskim podwórku zdają się – niestety – dominować doświadczenie z lekcji trzy lata późniejszej.