Lewicowy rząd premiera Fico chce zlikwidować wprowadzony na Słowacji w 2004 roku podatek liniowy. Trudno wskazać powody ekonomiczne takiej decyzji, bo mimo – a raczej dzięki temu – że na Słowacji obowiązuje jedna stawka podatkowa, dochody budżetu rosną. Dlaczego Fico chce to zmienić?
REKLAMA
Oficjalna odpowiedź, to wola rządu, by uporać się z deficytem budżetowym. Opodatkujmy wyższą stawką bogatszych, ściągnijmy w ten sposób dodatkowe pieniądze, a zadłużenie państwa zacznie spadać. Nie sądzę, by ta recepta okazała się skuteczna. Problemem słowackiego budżetu – podobnie jak i naszego – nie są zbyt małe dochody lecz zbyt duże wydatki.
Fico nie jest co prawda ekonomistą lecz doktorem prawa, ale na pewno zdaje sobie sprawę, że odejście od podatku liniowego może jedynie przysporzyć Słowacji więcej kłopotów niż zysków. Myślę, że forsuje ten pomysł z innych niż ekonomiczne powodów.
Chodzi tak naprawdę o lewicową poprawność polityczną. Otóż zgodnie z tą poprawnością szanujący się polityk lewicy musi opowiadać się za opodatkowaniem progresywnym, bo przecież jak świat światem lewica zawsze była za tym, by „zabrać bogatszym i dać biedniejszym”. I bez znaczenia jest tu to, że na ogół taka „janosikowa” ekonomia spowalnia wzrost gospodarczy, co w konsekwencji najbardziej uderza właśnie w tych, którym miała służyć – czyli w biedniejszych.
Dzięki „janosikowym” obietnicom Fico zjednał sobie wyborców. Za niedługi czas przekonają się oni, jak bolesne dla wszystkich są konsekwencje realizacji takich obietnic.
