99 procent to emocjonujący, ciężki mecz zakończony sprawiedliwym i dającym nam szansę na ćwierćfinał remisem. 1 procent to burdy wzniecone przez garstkę kiboli. Słusznie, że pomeczowe studia telewizyjne w takich właśnie proporcjach odniosły się do tego, co wczoraj działo się w Warszawie.

REKLAMA
Byłem na meczu i widziałem (a przede wszystkim słyszałem) dopingujących swoje drużyny Polaków i Rosjan. Oczywiście, że nie wpadali oni sobie w ramiona, ale nie było między nimi wrogości. Ci, którzy przyszli pod stadion, a także wdarli się w strefę kibica pod Pałacem Kultury, tylko po to, by narozrabiać stanowili absolutną mniejszość.
Z bandytami-kibolami trzeba walczyć zdecydowanie – siłami policji, surowością wymiaru sprawiedliwości, dożywotnimi zakazami stadionowymi. Ale jednocześnie nie można dawać im satysfakcji w postaci dla nas wątpliwej ale dla nich niezwykle cennej sławy. Im zależy, by ich bandyckie dokonania były na żółtych paskach w telewizorach i na pierwszych stronach gazet. A zasługują na to, by pisać o nich przede wszystkim w policyjnych raportach i sądowych wyrokach.
Polska – Rosja 1:1. Jeśli wygramy z Czechami – wyjdziemy z grupy. I to jest ważne. Warte żółtych pasków w telewizorach i całokolumnowych tytułów w gazetach.