Pamiętamy dotychczasowe boje o PZPN. Wszyscy uważali, że to instytucja z innej epoki, bardziej przypominająca film „Piłkarski poker" niż realia 2012 roku. Ale twierdza trzymała się mocno. Kolejne ekipy, łącznie z rządem Donalda Tuska, kompromitowały się kolejnymi przegranymi szturmami. Na czas Euro obowiązywało zawieszenie broni. Teraz, gdy nasi nie awansowali, atak na PZPN-owską twierdzę jest bardziej niż pewny.
REKLAMA
Ale tym razem atak może być skuteczny. Przemawia za tym przynajmniej 6 powodów.
1. Rozbudzone oczekiwania runęły z tym większa siłą, im wyżej w ostatnich dniach zostały wywindowane. Do tej pory PZPN był niepopularny, ale problem ten interesował wąską grupę kibiców. Euro wciągnęło wszystkich, zatem żal i frustracja są teraz powszechne. Istnieje więc szerokie przyzwolenie społeczne na ostrą rozprawę z PZPN-em.
2. PZPN straci za chwilę oczywistą osłonę w postaci Euro 2012. Przed mistrzostwami nic się nie mogło wydarzyć. Ale za dwa tygodnie ta osłona znika i niewiele będą już znaczyć możliwe groźby ze strony UEFA czy FIFA, bo i tak jakiejkolwiek imprezy tej rangi Polska przez najbliższe dziesięciolecia już nie zorganizuje.
3. Rząd będzie w tej sprawie bardzo zdeterminowany, bo musi zrzucić na kogoś odpowiedzialność. Do tej pory podczepiał się do Euro, bo widział w tym polski sukces, ale teraz, po porażce, się odetnie. Smuda już odchodzi więc to nie na nim skupiać się będzie żal milionów zawiedzionych. "Kibice i impreza super, ale zawiedli działacze" – taki właśnie będzie przekaz rządu, wzmocniony przy tym znamienną wypowiedzią kapitana polskiej reprezentacji Jakuba Błaszczykowskiego o fatalnej współpracy PZPN-u z narodową drużyną. „Piłkarska" ekipa Tuska nie może sprawić wrażenia, że nic w tej sprawie nie robi. Na celowniku ponownie znajdzie się PZPN z Latą na czele.
4. Rząd chętnie pójdzie na bój z PZPN-em, bo jest to dla rządu wygodny temat zastępczy. A przy tym jest także sprawą ciekawszą i chętniej podejmowaną przez media, niż nowy budżet, emerytury czy udogodnienia dla przedsiębiorców. Bój z PZPN-em odwróci również uwagę od problemów, które – niestety – spadną na nas z powodu samego Euro. Bo przecież trzeba będzie – o czym mówiłem od dawna – rozliczyć się z kosztów inwestycji i wytłumaczyć z narastających i nie znajdujących pokrycia kosztów utrzymania nowych stadionów. Dotyczy to nie tylko Stadionu Narodowego, ale także tych budowanych przez samorządy – wszak Poznań i Gdańsk są dzisiaj na skraju bankructwa.
5. PZPN będzie w tej walce całkowicie osamotniony. Bezsensowne działania i przekonanie że nikt im niczego nie zrobi, spowodowały, że obecna ekipa PZPN-u nie ma sojuszników ani wśród polityków ani w mediach.
6. PZPN będzie osłabiony, bo rozbity wewnętrzne. Im większe porażki tym większa grupa, która chcąc zastąpić ekipę Laty, sprzyjać będzie wszystkim burzącym twierdzę PZPN-u inicjatywom. Rząd z łatwością pozyska wewnętrznych sojuszników, którzy chętnie „nocą otworzą którąś z bram tej oblężonej twierdzy". Niezależnie jaki będzie pomysł na nowe władze, to obecna ekipa będzie coraz bardziej topniała a kolejne osoby przechodzić będą na stronę przyszłych, wspieranych przez rząd zwycięzców. Do mediów przenikną kolejne kompromitujące taśmy lub dokumenty, a integralną częścią szturmu będzie wielce prawdopodobne wejście do PZPN-u prokuratury.
Teraz mamy jeszcze dwa tygodnie spokoju. Wszystko zacznie się po mistrzostwach. Teoretycznie jest możliwe, że ekipa Laty sama poda się do dymisji. Jednak mało kto w to wierzy, bo zawsze do tej pory czuli się oni zbyt silni i nietykalni. Bardziej prawdopodobny scenariusz to szturm. Ale tym razem z dużymi szansami na to, że „mury runą".
I na tym, ku uciesze rządowych pijarowców, będziemy do jesieni skupiać naszą uwagę.
