Chodzą słuchy, że pomoc rządu dla firm, które upadły na skutek kontraktów autostradowych miałaby polegać na przejęciu ich, czyli – używając języka z pewnego lipcowego manifestu – na ich nacjonalizacji.
REKLAMA
Jeśli takie są rzeczywiste zamiary rządu, to można powiedzieć, że oto na naszych oczach Donald Tusk stawia ostatnie kroki w swojej przemianie od liberała z początku lat 90. ubiegłego wieku do dzisiejszego etatystycznego administratora, ceniącego sobie rozbudowane państwo (o ile – oczywiście – nim rządzi), a w jego ramach – upaństwowione przedsiębiorstwa.
Przejmowanie przez państwo jakichkolwiek przedsiębiorstw jest błędem. W przypadku przedsiębiorstw, który „potknęły” przy budowie autostrad, mielibyśmy do czynienia z błędna reakcją na wcześniejszy, również rządowy błąd. Kłopoty firm wzięły się stąd, że w organizowanych przez rządowe agencje przetargach przyjmowano tylko jedno kryterium – cenę. W ten sposób rząd uzyskiwał pozorne oszczędności – jak bardzo pozorne pokazuje wpadka z chińskim kontrahentem – zmuszając przy tym firmy uczestniczące w przetargach do proponowania cen poza granicą opłacalności.
Efektem takich działań rządu są z jednej strony opóźnienia w budowie autostrad, a z drugiej bankructwa firm, które w ich budowie uczestniczyły. Gdyby wrócili dzisiaj do władzy komuniści, to bez wahania firmy takie by znacjonalizowali. Budowy autostrad by to nie przyśpieszyło, ale ideologicznie byłoby tak, jak należy.
Ciekawe, jakie myślenie przeważy w rządzie Donalda Tuska.
