Im bliżej było do „studniówki” nowego rządu, tym czarniejsze chmury zbierały się nad Donaldem Tuskiem. To były chyba jedne z najgorszych 100 dni w jego politycznej karierze. Wpadka goniła wpadkę.
REKLAMA
Blamaż z nową listą refundacyjną leków i nieprzemyślana decyzja w sprawie ACTA sprawiło, że ogromna rzesza Polaków zaczęła spostrzegać rząd jako zagrażający ich interesom. Jeśli dodać do tego, że miasta-gospodarze EURO 2012 nie będą połączone obiecywaną siecią autostrad i dróg ekspresowych i przypomnieć korowody z otwarciem Stadionu Narodowego, to nie dziwi, że w badaniu CBOS-u tylko 2% Polaków uważa, że rząd pracuje lepiej niż się spodziewali, a aż 55% ocenia pracę rządu na poniżej oczekiwań.
W takiej sytuacji należało się spodziewać, że opinia publiczna wezwie Donalda Tuska „na dywanik” i zacznie go twardo i rzetelnie oceniać i rozliczać. Bo to przecież jego autorski rząd i na nim jako premierze spoczywa główna odpowiedzialność za jego fatalna pracę.
Ale tu wrzucili swoje trzy grosze nie zastąpieni PR-owcy. Pomysł był prosty – najlepszym sposobem na to, by nie być recenzowanym, to samemu wejść w rolę recenzenta.
I tak, od paru dni obserwujemy, jak to Donald Tusk wzywa swoich ministrów na „wywiadówki”, udziela im połajanek i wystawia oceny. Tusk jawi się tutaj jako najwyższy Nauczyciel i Wychowawca, jedyny – wybaczcie Państwo to porównanie, ale samo się narzuca – samiec alfa w tym gronie trochę zagubionych i przestraszonych ministrów. A przy tym człowiek ciężko pracujący – bo przecież wszyscy widzimy ile godzin poświęca on na wychowawczo-pouczające spotkania z członkami swojego gabinetu.
To co robi teraz Donald Tusk to pomysł stary jak świat. Już w imperium Romanowów starano się, by lud wierzył w dobrego cara, a za zło winił bojarów.
Wydaje mi się jednak, że to już chyba ostatni w miarę udany PR-owski trick Donalda Tuska. Bo po 100 dniach rządu ani się obejrzymy, a naszej ocenie podlegać będzie pierwszy rok sprawowania władzy. A zaraz potem półmetek. I czy wtedy ktokolwiek da się nabrać na to, że oceniający pracę swojego rządu Donald Tusk, za żadne błędy tego rządu nie odpowiada?
Sięgając raz jeszcze po porównania z wywiadówką, to myślę, że następnym razem, gdy zobaczymy, że uczniowie-ministrowie znowu nie dają rady, to wreszcie zrozumiemy, że główną przyczyną jest tu słaby, źle organizujący pracę nauczyciel-premier.
