Budowa II linii warszawskiego metra, która od lat jest uznawana za kluczową i największą stołeczną inwestycję, znalazła się na poważnym zakręcie. Coraz to nowe i nie potwierdzone jeszcze do końca informacje, jakie dochodzą do nas w związku z katastrofą budowlaną na stacji metra Powiśle wskazują jednoznacznie, że mamy do czynienia z bezprecedensowym w historii warszawskich inwestycji wydarzeniem.
REKLAMA
Sprawa bezwzględnie wymaga szczegółowego zbadania, wyjaśnienia i rozliczenia winnych tej, więcej niż, inwestycyjnej kompromitacji. Mamy tu bowiem do czynienia z gigantycznym skandalem, który nie jest wynikiem klęski żywiołowej, takiej jak powódź czy trzęsienie ziemi, ale niewyobrażalnej wręcz niekompetencji i zaniedbań. Widać już, że firma realizująca budowę i służby geologiczne nawzajem przerzucają się odpowiedzialnością. Niezależnie od tego co wykaże dochodzenie, odpowiedzialność za to, co wydarzyło się na budowie metra ponoszą władze miasta. Jest ona tym większa, że wydarzenie to będzie miało ogromne konsekwencje dla miasta zarówno w krótkiej jak i długiej perspektywie. Zamknięcie kluczowego odcinka Wisłostrady oznacza blokadę dużej części miasta na wiele miesięcy. Dodatkowe koszty, które wiązać się będą z tą katastrofą mogą natomiast całkowicie niemal wyczerpać możliwości kredytowe miasta, co zahamuje rozwój stolicy na długie lata. Podkreślam, że mogą być to straty w warszawskim samorządzie bezprecedensowe i sprawa musi być szczegółowo wyjaśniona, także przy udziale prokuratury.
Nie mam wątpliwości, że tej katastrofy można było uniknąć. Gdy chodzi o taką inwestycję należy być przygotowanym na wszystko i nie można dopuścić do tego, aby przez czyjś błąd sparaliżować i narazić miasto na gigantyczne straty. Nie jest to w dzisiejszych warunkach technologicznych sprawa szczególnie skomplikowana. W porównaniu z podobnymi budowami realizowanymi w wielu innych miastach można nawet powiedzieć że budowa metra w Warszawie jest operacją dosyć prostą. Czymże jest prowadzenie tunelu metra pod zagłębieniem Wisłostrady w porównaniu z metrem w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku czy stekach innych miast, gdzie bywa, że w jednym miejscu przecinają się tunele 6 a nawet 7 linii metra. Budowniczowie warszawskiego metra nie mogą się zatem tłumaczyć ani tym, że zadanie, jakie przed nimi postawiono jest szczególnie skomplikowane, ani że zaskoczyły ich warunki geologiczne, gdyż są one znane od lat wszystkim, którzy uczestniczą przy projektowaniu i budowie warszawskiego metra.
Przy okazji tej kompromitującej wpadki na marginesie prowadzonej w tej sprawie dyskusji pojawiła się teza, że jakiś wpływ na katastrofę budowlanej mogła mieć budowa zagłębienia Wisłostrady, które przebiega nad zalaną stacją metra. Mimo swojej absurdalności głosy te wymagają jednak kilku słów komentarza. Mam niestety smutne wrażenie, że dyskusja wokół zagłębienia Wisłostrady przyciąga wiele osób, które albo w wyniku niekompetencji albo złej wiedzy snują coraz to bardziej niedorzeczne teorie. Najbardziej absurdalne opinie to oczywiście te, które oburzają się na „tunel wzdłuż rzeki”. Z takimi argumentami nie ma nawet co dyskutować, bo świadczą o całkowitej ignorancji tych, którzy się nimi posługują. Wystarczy pojechać do dowolnej metropolii w jakimkolwiek cywilizowanym kraju żeby zobaczyć, że zagłębianie ciągów komunikacyjnych w tunelach jest tam regułą. Dość powiedzieć że trwa właśnie operacja budowy ponad 3-kilometrowego tunelu w Dusseldorfie, który pozwoli „schować” pod ziemią linię tramwajową i „odzyskać” dla przestrzeni miejskiej pokaźny kawałek miasta. Warto także pamiętać, że to za czasów warszawskiej prezydentury Lecha Kaczyńskiego, który tak stanowczo krytykował w kampanii tunel na Wisłostradzie, w warszawskim ratuszu powstała koncepcja „schowania” Wisłostrady w tunelu na całym odcinku starego miasta.
Mówiłem i pisałem już o tym wielokrotnie, więc powiem krótko: jestem dumny z tego, że dzięki budowie tunelu na Wisłostradzie tysiące warszawiaków i przyjezdnych mogą cieszyć się i korzystać z Centrum Nauki Kopernik, a w miejscu, gdzie kiedyś na skrzyżowaniu z Mostem Syreny tworzyły się gigantyczne korki jest bezkolizyjny przejazd, co ma kolosalny wpływ na usprawnienie ruchu na tej kluczowej dla stolicy arterii. Wreszcie, jestem dumny z tego, że powstał kawałek miasta, którym można bezpośrednio przejść do Wisły, co dotychczas było w Warszawie niemożliwe.
Całkowicie niedorzeczny jest także ten argument, który obwinia zagłębienie za to, że budowniczowie musieli drążyć tunele metra na bardzo dużej głębokości, co - jakoby – miało przyczynić się do katastrofy budowlanej. Także i to rozumowanie nie wytrzymuje krytyki. Dla każdego powinno być jasne, że głębokość, na jakiej budowany jest tunel metra nie jest warunkowana zagłębieniem Wisłostrady a dnem Wisły. Tunel metra został zaprojektowany na takiej głębokości nie po to, aby ominąć zagłębienie Wisłostrady, tylko aby bezpiecznie przejść pod dnem rzeki. Zresztą nawet tak nieprzychylni mi politycy jak Lech Kaczyński i Hanna Gronkiewicz-Waltz nie twierdzili, że zagłębienie Wisłostrady może spowodować jakiekolwiek problemy przy budowie II linii metra. Wykazały to także prace projektowe prowadzone na ich zlecenie, które przyczyniły się do decyzji obecnych władz Warszawy o przeprowadzeniu II linii warszawskiego metra pod dnem Wisły. Przy obecnych możliwościach technologicznych drążenie tuneli na znacznie większych nawet głębokościach nie stanowi problemu pod warunkiem, że inwestycja jest dobrze i profesjonalnie przygotowana. Przykładem tego jest choćby tunel pod Wisłą zbudowany na potrzeby oczyszczalni ścieków „Czajka”. Dlatego warto przypominać fundamentalną i oczywistą prawdę, że przy stosowanych obecnie rozwiązaniach technologicznych to nie drążenie na dużych głębokościach jest problemem ale profesjonalne i fachowe przygotowanie takiej operacji, wyeliminowanie zagrożeń i dostosowanie prowadzonych prac do warunków geologicznych, które – mam nadzieje – są budowniczym metra doskonale znane.
Tym zaś, którzy nagle ocknęli się z pomysłem przeprowadzenia metra specjalnym mostem nad ziemią przypominam, że zostało to wykluczone kilkanaście lat temu jako nieracjonalne i wcale nie tańsze niż linia podziemna, a finalne decyzje o przeprowadzeniu linii metra pod Wisłą zapadały za czasów rządów Lecha Kaczyńskiego i Hanny Gronkiewicz-Waltz. Decyzję tę zresztą uważam za absolutnie słuszną. Budowa linii naziemnej wiązała by się bowiem z gigantycznymi komplikacjami i niedogodnościami dla mieszkańców, że wspomnę tylko o konieczności wyburzenia wielu domów po obu stronach Wisły. Wariant taki nie byłby możliwy także ze względów formalnych, gdyż naruszałby wpisaną w polskie prawo ochronę krajobrazu skarpy wiślanej.
Dlatego związków miedzy budową zagłębienia Wisłostrady a katastrofą na budowie metra mogą poszukiwać albo ludzie skrajnie niekompetentni, albo ci, którzy będą chcieli odsunąć od siebie odpowiedzialność za tę bezprecedensową kompromitację, które doprowadziła do zahamowania budowy metra i paraliżu całego miasta.
Winni tej katastrofy muszą ponieść odpowiedzialność ponieważ mamy tu do czynienia z zaniedbaniem o skali w Warszawie dotychczas niespotykanym. Mam nadzieję, że sprawa zostanie zbadana bardzo rzetelnie i skrupulatnie przez odpowiednie organy państwa i że dochodzenie do przyczyn tej kompromitacji nie ograniczy się do komisji powołanej przez władze miasta, w której bezstronność nie wierzę. Rządząca obecnie w Warszawie ekipa nie może być bowiem jednocześnie podejrzanym i sędzią. Polskie państwo ma wystarczająco instrumentów i odpowiednich organów, aby w sposób kompetentny i bezstronny całą tę sprawę wyjaśnić. Mam nadzieję, że tak się stanie.
