Telewizja publiczna nie pokazuje nam Igrzysk Paraolimpijskich. W TVP nie zobaczymy też meczu Polaków z Czarnogórą w eliminacjach piłkarskich mistrzostw świata. Okrojone zostaną programy dla dzieci. – Wszystko przez brak pieniędzy – lamentuje prezes TVP Juliusz Braun i wyciąga rękę do rządu o dodatkowe kilkadziesiąt milionów złotych.
REKLAMA
– To wszystko przez marnotrawstwo – podpowiadam premierowi Donaldowi Tuskowi, który jakąś decyzje w sprawie mediów publicznych będzie musiał w końcu podjąć. I przypominam mu jego idącą w dobra stronę deklarację sprzed 7 lat, że jest zwolennikiem prywatyzacji dwóch kanałów telewizji publicznej oraz tego, by pieniądze publiczne przeznaczać na tworzenie dobrych programów misyjnych, a skończyć z ich przejadaniem przez koterie i rozdęte instytucje.
Jak bardzo telewizja publiczna jest personalnie i koteryjnie rozdęta pisałem na tych łamach parę miesięcy temu. Przypomnę tylko, że w TVP do wyprodukowania godziny programu potrzeba ponad trzy razy tyle pracowników, co w telewizjach komercyjnych. A wśród tej masy pracowników, aż roi się od prezesów, dyrektorów, redaktorów naczelnych i innych tego rodzaju wysoko płatnych person. W publicznym radiu nie jest inaczej.
Najwyższy czas uświadomić sobie, że dalsze pompowanie pieniędzy publicznych w tak skostniałe i nieefektywne instytucje, jakimi są media publiczne, nie ma najmniejszego sensu. TVP i Polskie Radio powinny zostać sprywatyzowane.
A co z misją?
Otóż misja nie potrzebuje TVP i PR. Programy misyjne mogą być produkowane i udostępniane (i to za mniejsze pieniądze) przez media prywatne. W tym celu należałoby utworzyć specjalny fundusz dysponujący środkami w wysokości dzisiejszych wpływów z abonamentu, który współfinansowałby tego rodzaju produkcje. O dotacje z funduszu mogłyby się ubiegać dowolni nadawcy, a zasady przyznawania środków byłyby analogiczne do tych, które obowiązują w przypadku Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. W taki sposób ze środków publicznych finansowalibyśmy jedynie produkcję programów misyjnych, a nie – jak to jest obecnie – układy, koterie i przerosty zatrudnienia w publicznych mediach.
Siedem lat temu pod takim programem podpisałby się Donald Tusk – ówczesny lider opozycji, pozbawiony wtedy jakiegokolwiek wpływu na media publiczne. Dobrze by było, gdyby takie działania podjął dzisiaj premier Donald Tusk – nie bacząc przy tym na to, że akurat teraz nad publicznymi mediami sprawuje polityczna kontrolę.
