W Unii Europejskiej i w krajach OECD nauczyciel spędza w szkole średnio ponad 2 razy tyle godzin, co nauczyciel polski. Jak podaje „Rzeczpospolita” (12.09.2012) nasi nauczyciele mają najmniej zajęć dydaktycznych na świecie. Kolejne rządy nic z tym nie robią. A płacą za to głównie samorządy.
REKLAMA
Źródłem tych przywilejów jest nauczycielska świętość nad świętościami czyli podarowana nauczycielom jeszcze w stanie wojennym Karta Nauczyciela. Ówczesne władze chciały w ten sposób kupić spokój społeczny w szkołach i odebrać nauczycielom motywację do politycznych strajków.
Warto przyjrzeć się powodom, dla których kolejne rządy po 1989 roku tolerowały i tolerują ten anachroniczny i głęboko niesprawiedliwy relikt przeszłości.
Nie bagatelne jest tutaj to, że w obronie Karty Nauczyciela stają silne, skupiające większość nauczycieli związki zawodowe: Związek Nauczycielstwa Polskiego i nauczycielska „Solidarność”. Lewicujący ZNP był koalicjantem rządów lewicy. Z nauczycielską „Solidarnością” nie chciały zadzierać rządy PiS-u.
A co powstrzymuje rząd Donalda Tuska przed dokonaniem zmian? Po pierwsze, typowa dla rządów Platformy ucieczka przed reformami, które konfliktowałyby rząd z silnymi grupami zawodowymi. Po drugie, silne pro nauczycielskie lobby w samej Platformie i świadomość tego, że środowisko nauczycielskie w sporej swojej części popiera wyborczo PO. I jest wreszcie powód trzeci – rząd za zaniechanie jakichkolwiek działań mających na celu ukrócenie absurdalnych przywilejów wynikających z utrzymania Karty Nauczyciela płaci tylko częściowo – gros wydatków z tego tytułu, mimo subwencji oświatowej, obciąża samorządy.
I tu koło się zamyka. Samorządy najbardziej zainteresowane likwidacją Karty Nauczyciela żadnych zmian prawnych uchwalić przecież nie mogą. Co więcej, od 2001 roku czyli od „wyrzucenia” samorządowców z Sejmu i Senatu, głos samorządów w parlamencie jest słabo słyszalny i rzadko brany pod uwagę. A rządząca Platforma 3 razy się zastanowi, nim zniesie Kartę Nauczyciela – a tym samym zaryzykuje, że w najbliższych wyborach część nauczycieli pobiegnie do SLD, a część do PiS-u.
