Najwyższa Izba Kontroli rusza z kontrolą billingów. NIK sprawdzi, czy nasze służby (a jest ich tyle, że na ich skrótowe nazwy zużyć trzeba cały alfabet: od A do Ż) pobierają, przetwarzają i przechowują dane z bilingów zgodnie z prawem. Polskim prawem. Bo z europejskim to na pewno jesteśmy na bakier.

REKLAMA
Państwo, w którym dominująca rolę odgrywają służby i sterowana politycznie prokuratura kojarzy nam się z PiS-em. Ale rządy Platformy w niczym nie ustępują tu PiS-owi. Tyle tylko, że pewne rzeczy robią inteligentniej bo dyskretniej. Ekipa Platformy Obywatelskiej antyobywatelskimi działaniami nie chwali się na konferencjach prasowych.
Jesteśmy dzisiaj – pod rządami Platformy Obywatelskiej – najbardziej inwigilowanym społeczeństwem w Unii Europejskiej. W porównaniu do czasów PiS-owskich, liczba ściąganych od operatorów przez służby informacji o naszych bilingach i sms-ach podwoiła się. Polska nie stosuje się do dyrektywy europejskiej, zgodnie z którą billingi powinny być udostępniane wyłącznie w śledztwach dotyczących najpoważniejszych przestępstw. U nas policja czy służby mają do billingów nieograniczony dostęp.
Jak się nie trzeba z niczego tłumaczyć, to służby sięgają po billingi w najdrobniejszych sprawach, prawie że rutynowo. Zwłaszcza, że to nic nie kosztuje. Służb oczywiście. Bo operatorów, a pośrednio nas wszystkich, kosztuje to bardzo wiele.
Służby za dostarczane im billingi nie płacą nic. Operatorzy – jak podaje Dziennik Gazeta Prawna (19.09.2012) – wydali na to w ubiegłym roku ponad 74 mln zł. A oprócz tego musieli wcześniej wydać sporo pieniędzy na infrastrukturę, która jest w stanie żądania służb obsłużyć. Obsłużyć, co w odniesieniu do ubiegłego roku oznaczało odpowiedzieć na 1,9 mln zapytań! Najczęściej zarówno w formie elektronicznej jak i – nie wiedzieć po co – papierowej. To oczywiste, że te 74 mln zł musi znaleźć swoje odzwierciedlenie w rachunkach, jakie operatorzy wystawiają nam.
Nie mam wątpliwości, że rząd szczerze zainteresowany poszerzaniem obywatelskich wolności, potrafiłby w ciągu prawie 5 lat już lat sprawowania władzy przeprowadzić takie zmiany prawne i organizacyjne, które by tę patologiczną ciekawskość naszych służb wyeliminowały. Obawiam się jednak, że ten rząd wcale tym zainteresowany nie jest. Bo to miło jest wiedzieć, kto z kim gadał i to ile razy. A raport NIK-u, jeśli będzie dla służb niemiły, to powędruje do szuflady.