10 lat temu oddany został do użytku Most Siekierkowski wraz z trasą łączącą Mokotów z Gocławiem. Ta wielka warszawska inwestycja została w całości zrealizowana w czasie jednej kadencji samorządowej. Gdy jako prezydent Warszawy wmurowywałem kamień węgielny pod tę budowę, uważałem to za coś oczywistego. Ale kolejne 10 lat pokazały, że był to rekord nie do pobicia.

REKLAMA
Po mnie i po prezydencie Kozaku rządy w Warszawie przejął Lech Kaczyński. Nie był zainteresowany budową kolejnych mostów. Uważał za swój obowiązek ściganie wyimaginowanych „zbrodni” poprzedników, a o budowie mostów Świętokrzyskiego i Siekierkowskiego nie mówił inaczej jak o aferze mostowej. Dzisiaj nawet ówcześni najzagorzalsi krytycy moich rządów o żadnej aferze nie mówią, bo wiedzą, że jej po prostu nie było, ale za czasów Lecha Kaczyńskiego obowiązywała inna wykładnia. Dość powiedzieć, że aby uzasadnić nieprzedłużenie umowy o pracę z jednym z urzędników z pionu inwestycyjnego w mieście, jego mianowany przez Lecha Kaczyńskiego przełożony, napisał, iż przecież „urzędnik ów współpracował z poprzednimi władzami miasta przy budowie Mostu Siekierkowskiego”!
Pod względem inwestycji mostowych niewiele się zmieniło, gdy ekipę PiS-u zastąpiła ekipa Platformy Obywatelskiej z Hanną Gronkiewicz-Waltz na czele. Most Północny budowany był niemiłosiernie długo i niezwykle drogo – zwłaszcza jeśli porównać to z czasem i kosztem budowy Mostu Siekierkowskiego wraz z bardzo przecież długą trasą.
Cieszę się, że już 10 lat Most Siekierkowski służy mieszkańcom Warszawy. Trochę mnie martwi, że następcy, którzy przyszli po mnie i prezydencie Kozaku nie zrobili nic w sprawie zagospodarowania terenów na tzw. łuku siekierkowskim. To wyjątkowa niegospodarność, by tereny tak teraz znakomicie skomunikowane porastała trawa. Na obecne władze Warszawy niespecjalnie tu liczę. Mam jednak nadzieję, że kolejne coś z tym zrobią. Bo naprawdę warto.