Kolejna awaria przy budowie II linii metra zdaje się być objawem jakiejś gorszącej niekompetencji – zarówno ze strony tych, którzy metro bezpośrednio budują, jak i ze strony miasta, które powinno wyciągnąć jakąś lekcję z awarii poprzedniej.

REKLAMA
Linie metra budowano praktycznie we wszystkich stolicach europejskich i nie było tam podobnych katastrof i awarii. Dodam, że budowano przecież i u nas w Warszawie – myślę tu o I linii – też bez tego rodzaju wypadków.
Przy pierwszej awarii jaką było zalanie budowanej stacji Powiśle włodarze miasta próbowali nieudolnie zwalić odpowiedzialność na innych – sugerowali bowiem, że coś nie tak było z budową tunelu Wisłostrady. To oczywiście nie chwyciło, gdyż z budową tunelu wszystko było OK, ale na prawdziwe wytłumaczenie tamtej katastrofy ciągle musimy czekać. A najbardziej prawdopodobny powód to niewłaściwie sporządzona dokumentacja geologiczna.
Ciekawe, czy za dzisiejszą awarię według obecnych władz miasta też odpowiada tunel? To co się wydarzyło dzisiaj wydaje się być klasycznym błędem w sztuce budowlanej. Niestety bardzo kosztownym i o wiele bardziej niebezpiecznym, niż wypadek sprzed paru miesięcy. Tym razem bowiem istniało (a być może jeszcze istnieje) realne zagrożenie osunięcia się domów mieszkalnych.
Przy poprzedniej awarii prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zapewniała, że nie przyniesie to dodatkowych kosztów dla miasta. Wszystko mieli pokryć wykonawcy z ubezpieczenia. Nie bardzo w to wierzę. Ani jeśli chodzi o katastrofę sprzed paru miesięcy, ani w przypadku dzisiejszej awarii. Obawiam się, że za tę nieudolność zapłacimy my wszyscy – mieszkańcy Warszawy. Zapłacimy opóźnieniem w budowie metra, kolejnymi korkami i wyłączonymi z ruchu ulicami, a nade wszystko naszymi wspólnymi, bo pochodzącymi z naszych podatków pieniędzmi.