Blisko 1200 dni temu władze Warszawy zdecydowały się na konfrontacje z kupcami z pl. Defilad. Kupcy przy pomocy policji zostali wyrzuceni, a blaszana hala – tzw. KDT – w której handlowali, rozebrana. Wszystko dlatego, że ten szpecący miasto blaszak miał być zastąpiony przez gmach Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zaprojektowany przez szwajcarskiego architekta Christiana Kereza. A co mamy dzisiaj?
REKLAMA
Dzisiaj Muzeum Sztuki Nowoczesnej dogorywa właśnie w kompromitującym dla władz miasta stylu. Najpierw miasto zerwało umowę ze szwajcarskim projektantem i nigdy nie podało przekonujących powodów takiej decyzji. W konsekwencji tego, na pl. Defilad, gdzie wcześniej stał blaszak należący do kupców, stoi dzisiaj – zamiast gmachu muzeum – jeszcze brzydszy blaszak, w którym mieści się zaplecze budowy metra.
A w sprawie muzeum władze miasta zadecydowały, że będzie ono miało siedzibę w pawilonie meblowym „Emilia”. Ale podobnie jak wcześniej z architektem ze Szwajcarii, tak teraz miasto nie potrafiło się dogadać z właścicielem „Emilii”. I ten wymówił umowę z muzeum, które ma teraz parę dni by wynieść się ze swej (lub może lepiej – z nie-swej) siedziby.
W ten sposób, w ramach zagospodarowania kluczowego dla miasta placu, jeden blaszany barak zastąpiono drugim, a zbiory sztuki nowoczesnej chyba trzeba będzie wyprowadzić na ulicę.
Sam już nie wiem, czy na taką niewiarygodną nieudolność miejskich urzędników należy reagować troską czy śmiechem.
