Pawilon „Emilia”, który przez całe lata gromadził wytwory polskiego meblarstwa, a przez bardzo krótki czas miał się kojarzyć ze sztuką nowoczesną, teraz – w okolicznościach gorszących i niszczących zaufanie do instytucji państwa – staje się zabytkiem.

REKLAMA
Otóż pawilon ten grupa Griffin Investments kupiła od skarbu państwa za 115 mln zł. Kwotę tę 18 września – przed podpisaniem umowy, bo takie było żądanie skarbu państwa – inwestor przelał na konto ministerstwa, upewniając się wcześniej w tymże ministerstwie, że pawilon nie jest przedmiotem zainteresowania konserwatora zabytków i jako taki będzie mógł być rozebrany pod przyszły wieżowiec. Gdy pieniądze zostały przelane, tego samego dnia o godz. 23.40 (!) na stronie internetowej stołecznego konserwatora zabytków konserwatora (podległego prezydentowi m. st. Warszawy) ukazała się wzmianka o wpisaniu „Emilii” do rejestru zabytków. A gdy 20 września inwestor podpisywał umowę kupna, nie został poinformowany, że w międzyczasie (a dokładniej – w nocy, po przelaniu pieniędzy) status kupowanego budynku radykalnie się zmienił.
Czy jest jakaś różnica między wyłudzeniem pieniędzy przez firmę Amber Gold od tysięcy Polaków, a wyłudzeniem, którego ofiarą stała się firma Griffin Investments, która wydała 115 mln zł na zakup gruntu z budynkiem do rozbiórki, by dowiedzieć się po przelaniu pieniędzy, że kupiła zabytek nie do ruszenia?
Te dwie sprawy różni jedna, ale za to bardzo istotna sprawa. Klienci Amber Gold mieli aż nadto powodów, by nie ufać ofercie tej firmy. Niestety, wykazali się brakiem ostrożności oraz naiwnością i w efekcie stracili sporo pieniędzy. W przypadku zakupu pawilonu „Emilia” inwestor działał bardzo racjonalnie. Sprawdzał u sprzedającego status kupowanego budynku, a sam sprzedający był przecież poza wszelkim podejrzeniem – bo sprzedającym było tu polskie państwo. I to państwo – w co aż trudno uwierzyć – go oszukało.
A w konsekwencji ofiarą tych działań jest nie tylko oszukany inwestor, ale także Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Władze Warszawy nie dość, że nie potrafiły zapewnić tej placówce stałej siedziby – a mogły to uczynić próbując na wcześniejszym etapie przejąć „Emilię” od skarbu państwa, choćby w ramach wzajemnych rozliczeń – to w momencie, gdy „Emilię” kupował prywatny inwestor, swoim „bezrozumnym cwaniactwem” (bo jak inaczej nazwać opisany wyżej sposób „zrobienia” z „Emilii” zabytku) na tyle zraziły do siebie nowego właściciela, że ten, choć mógł spokojnie jeszcze ze trzy lata gościć u siebie zbiory sztuki nowoczesnej, wymówił muzeum umowę na wynajem prawie że z dnia na dzień.