Czy Palestyńczycy mają szansę na prawdziwy sukces? Przymiotnik „prawdziwy” jest w tym pytaniu jak najbardziej na miejscu, skoro Hamas ogłasza za palestyński sukces rakietowe ostrzelanie Izraela, co sprowokowało oczywistą reakcję w postaci nalotów i odwetowych ostrzałów Strefy Gazy, w wyniku czego zginęły setki Palestyńczyków.

REKLAMA
Hamas mówi o historycznym zwycięstwie, ale każdy rozsądny człowiek musi zapytać, o jakim tu zwycięstwie można mówić. Większość z wystrzelonych na oślep rakiet została strącona. Jako że ostrzał rakietowy Izraela Hamas – całkiem świadomie – prowadził z gęsto zaludnionych terenów, to reakcja odwetowa, nawet jeśli była nastawiona wyłącznie na likwidację wyrzutni rakietowych, musiała doprowadzić do licznych ofiar w ludności cywilnej – w tym wśród dzieci. W wyniku odwetu zginęło więcej mieszkańców Strefy Gazy niż Izraela.
To oczywiste, że informacje o zabitych dzieciach palestyńskich podburzają opinię publiczną, która krytyczniej odnosi się do polityki Izraela. Ale czy Palestyńczycy mogą to oceniać w kategoriach sukcesu Hamasu? Czy rzeczywiście Palestyńczycy powinni cieszyć się, że ich przywódcy traktują ich jak żywe tarcze? Jedyne, co się udało Hamasowi, to odwrócenie uwagi od tego co dzieje się w Syrii przy jednoczesnym – raczej intencjonalnym niż mimowolnym – wsparciu syryjskiego dyktatora i jego popleczników w staraniach, by wpisać jego kurczową i krwawą obronę władzy w kontekst większego globalnego konfliktu. Mam nadzieję, że ten „sukces” Hamasu nie przetrwa nawet tygodnia.
Poznałem w swoim życiu, w ramach dzielności politycznej – zwłaszcza gdy byłem członkiem Parlamentu Europejskiego – wielu wspaniałych, światłych i prawdziwie zatroskanych o swój naród Palestyńczyków. Twierdzą oni, że opinia publiczna – tak w Gazie jak i na Zachodnim Brzegu – bardzo ewoluuje. Ludzie są coraz lepiej wykształceni, mają większy dostęp do mediów. To rozrywa zamknięte getto w którym dotąd żyli, a dzięki nowoczesnym technologiom i Internetowi są coraz bardziej świadomi i otwarci. Moi rozmówcy zwracają uwagę, że kończy się epoka, w której jedynym źródłem informacji dla przeciętnego Palestyńczyka było to, co na zebraniu miał do powiedzenia działacz Hamasu. Mówią, że przez to stopniowo zamiera hamasowy „rząd dusz", a coraz więcej Palestyńczyków, mimo wrodzonej niechęci do Izraela, zdaje sobie sprawę, że jedyna droga to współistnienie.
Ci światli Palestyńczycy zauważają, że jest coraz więcej arabskich projektów, które – trochę na wzór planu Marshalla – mogą wpompować w Strefę Gazy i Zachodni Brzeg gigantyczne pieniądze, czyniąc z tych terenów oazy bogactwa i rozwoju.
Zwalczenia biedy i beznadziei to najskuteczniejsza broń wymierzona w terroryzm. Dlatego też tego rodzaju pomoc jest wrogo witana przez Hamas, który chce tam utrzymać marazm, biedę i frustrację. Ale budzi jednak nadzieję fakt, że jest coraz więcej Palestyńczyków myślących inaczej – ludzi, którzy chcą doprowadzić do mentalnej i cywilizacyjnej zmiany na terenach palestyńskich. Palestyńczykom, którzy chcą takiej zmiany – którym zależy na nowoczesnej i bogatej Palestynie – bardzo życzą, żeby się im udało. Bo życzę im prawdziwego sukcesu.