Dzisiaj, gdy decyduje się budżet Unii Europejskiej na lata 2014–2020, wydaje się, że 27 państw tworzących Unię więcej dzieli, niż łączy. Czy uda się pogodzić interesy tych co więcej ze wspólnego budżetu biorą z tymi, co więcej do niego wpłacają? Czy zaproponowany przez szefa Rady Europejskiej i już okrojony budżet na poziomie 973 mld zaaprobują Brytyjczycy, żądający jeszcze większych cięć. I jak ma się tu zachować Polska?
REKLAMA
Na naszych oczach dzieją się rzeczy, które zdeterminują przyszłość Polski na pokolenia. Bijemy się – nie tylko w naszym interesie – o to, by jak najmniej ucierpiał budżet spójności. Bo tam są pieniądze, za które „nowa” i biedniejsza Europa dogania „starszą” i bogatszą. I dlatego są to najbardziej proeuropejskie pieniądze.
Walczymy o drugi – i prawie na pewno – ostatni tak duży transfer pieniędzy na rozwój. Rzadko zdarzają się takie chwile, by parę dni lub godzin mogło tak bardzo wyznaczyć naszą przyszłość. Bo to, ile teraz wywalczymy, w olbrzymim stopniu zadecyduje o tym, czy wykorzystamy tę niepowtarzalną szansę, by w czasie jednego pokolenia dokonać cywilizacyjnego skoku i dogonić tych, dla których historia była wcześniej łaskawsza.
To czas wielkiej odpowiedzialności polskiego rządu i Donalda Tuska osobiście. Trzeba twardo negocjować, zjednywać sobie sojuszników i walczyć o jak najlepsze dla nas rozwiązania. Ale odradzałbym straszenie wetem. Bo nawet ta mniej dla nas korzystna, oszczędniejsza wersja unijnego budżetu skieruje do nas w latach 2014–2020 więcej pieniędzy, niż pula, z której czerpaliśmy w mijającej siedmiolatce.
