Miało być lepiej a wyszło jak zawsze. Ustawa o redukcji niektórych obciążeń administracyjnych, która miała wpłynąć na redukcję zatorów płatniczych, za ładną nazwą kryje znaną twarz pazernego fiskusa i uchwalana jest tak naprawdę jedynie w jego interesie.

REKLAMA
Ustawa nie zlikwiduje zatorów, a firmy, które nie płacą swoich zobowiązań nie ze swojej winy – bo ktoś inny (a bywa, że budżet) im nie zapłacił – wpędzi w jeszcze gorsze tarapaty. Wierzyciel takiej firmy swoich pieniędzy i tak nie zobaczy, ale fiskus – jak najbardziej, gdyż firma taka będzie musiała skorygować (na korzyść fiskusa) m.in. swoje odliczenie VAT.
Ustawa merytorycznie jest do niczego, a tempo i sposób jej uchwalania skandaliczne. Być może na tyle skandaliczne, że aż niekonstytucyjne.
Państwo, gdy chce skubać normalnych kierowców – pisałem o tym ostatnio – to w najbardziej absurdalnych miejscach stawia radary i nazywa to dbałością o bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Ale w zakłamanej polszczyźnie widać kolejny postęp: oto ustawa, która zwiększy haracz płacony państwu przez firmy jest nazywana ustawą o redukcji niektórych obciążeń. Stąd już tylko krok do opisanego przez Orwella świata, w którym urząd najbardziej kłamliwej i piorącej mózgi propagandy nazwano Ministerstwem Prawdy, a bezpiekę – Ministerstwem Miłości.