Dwa tygodnie temu pisałem o radarowych absurdach, których jedynym celem jest 60-krotne (!) zwiększenie dochodów budżetu z tytułu mandatów. Okazuje się, że zwolennicy traktowania kierowców jak zwierzyny łownej w swoich pomysłach są gotowi iść jeszcze dalej. Do nowoczesnych instrumentów inwigilacji jak radar i kamera chcą dorzucić staroświecki zeszyt w kratkę i donos na współmałżonka.
REKLAMA
Minister Sławomir Nowak (co to nigdy – rzecz jasna – na trasie z Gdańska do Warszawy nie przekroczył dozwolonej prędkości) skierował do uzgodnień projekt ustawy o „szczególnej odpowiedzialności za niektóre naruszenia przepisów ruchu drogowego”. A tam propozycje jakby żywcem wzięte ze wzorcowego państwa policyjnego.
Zgodnie z nimi każdy z nas – kierowców – będzie miał obowiązek ewidencjonowania w zeszycie kiedy i komu użyczył samochodu. I gdy przyjdzie do nas radarowa fotka, to my nie będziemy mogli już powiedzieć, że twarzy na zdjęciu nie rozpoznajemy, lecz na podstawie zapisków z zeszycie uprzejmie doniesiemy, że pojazdem kierował/a mąż żona, szwagier, teściowa itd. (niepotrzebne skreślić). A oprócz tego minister Nowak (co to zawsze w terenie zabudowanym jeździ tylko pięćdziesiątką) postuluje, by dla każdego kierowcy zakładać indywidualny numer rachunku bankowego – co ułatwi nakładanie wyższych kar finansowych na recydywistów.
Trzeba głośno mówić, że nie godzimy się na to polowanie z nagonką, którego ofiarą są normalnie, zdroworozsądkowo i bezpiecznie jeżdżący kierowcy. Rząd powinien znaleźć inny sposób ratowania budżetu państwa.
