Na odejście posła Łukasza Gibały z Platformy Obywatelskiej i przystąpienie do Ruchu Palikota nie należy patrzeć jak na typowy międzypartyjny transfer, jakich dziesiątki oglądaliśmy w przeszłości i lekceważąco wzruszać ramionami.
REKLAMA
To prawda, że Gibała nie był w platformowej pierwszej lidze, ale mówienie – a takie głosy słychać w Platformie – że był on nic nieznaczącym politykiem, to zaklinanie rzeczywistości. Był on przecież szefem krakowskiej Platformy, a to jedna z najważniejszych struktur PO w całym kraju.
Istotniejsze jest jednak to, że po raz pierwszy w tej kadencji rządząca i wszechmocna Platforma traci posła i po raz pierwszy klub parlamentarny Ruchu Palikota wzmacnia się kosztem PO. Pytanie, czy po raz ostatni. Czy nie ma kolejnych posłów PO, którzy do takiego kroku się szykują?
Do katalogu nieszczęść i wpadek rządu Tuska brakuje tylko utraty większości na początku drugiej kadencji aby można było mówić o „początku końca". Może się tak stać nie w wyniku konfliktu z koalicjantem o emerytury czy inny problem merytoryczny, ale przez prucie się partii władzy w szwach. Oczywiście mogę przywołać swoją własną opinię sprzed wielu miesięcy, że przy takim sposobie kierowania PO to była tylko kwestia czasu, ale i tak tempo procesu dekompozycji po wygranych dopiero co wyborach jest zadziwiające.
Co by się stało gdyby rząd Tuska utracił większość?
Rząd mniejszościowy, zablokowany i nie mogący nic zrobić to samobójstwo. Po roku Tusk z najbardziej skutecznego polityka przerodziłby się w swoją karykaturę.
Nowy koalicjant? To z kolei samobójstwo dla takiej partii i dla jej lidera. Nawet Leszek Miller nie chciałby zostawać wicepremierem na tych warunkach.
Pozostają przyśpieszone wybory. Do nich pewno parłby Tusk, ale to wcale nie oczywiste, żeby mu się udało. Nie sądzę aby zyskał sojuszników do samorozwiązania sejmu a obalanie własnego gabinetu za 10 miesięcy z powodu nie uchwalenia budżetu może być dewastującym scenariuszem.
No i tak nagle, zaskakująco jak ACTA i nieuchronnie jak zbliżający się termin wprowadzenia nieprzygotowanej zmiany z lekami refundowanymi, narodził się nowy problem. Dziś jeszcze politycy PO zbywają go prostackimi żartami i odcinaniem się od swego niedawnego kolegi. Za miesiąc mogą mieć inne miny.
