Kiedy dwa lata temu premier Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski szykowali się do skoku na nasze pieniądze zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych towarzyszyły temu wzniosłe hasła o dbaniu o przyszłość Polaków. Emerytury wypłacane przez ZUS miały być wcale nie mniejsze niż te pochodzę z OFE a do tego pewniejsze, bo przecież państwowy ZUS ma być jakoby znacznie bardziej solidnym płatnikiem niż prywatne, a więc dla Platformy z góry podejrzane, fundusze emerytalne. W efekcie, mimo głośnych protestów licznych ekspertów rząd postawił na swoim i radykalnie zmniejszył tę część naszej składki emerytalnej, która jest w dyspozycji OFE.
Pseudoreforma Tuska to niższe emerytury Polaków
REKLAMA
Od wprowadzenia tej tak zwanej reformy minęło ledwie nieco ponad rok a już widać, że wyszliśmy na niej jak Zabłocki na mydle. Okazuje się bowiem, że w 2012 roku przeciętny zysk otwartych funduszy emerytalnych z zainwestowanych przez nie pieniędzy pochodzących ze składek przyszłych emerytów przekroczył 16%. W tym samym czasie waloryzacja naszych kont emerytalnych w ZUS wyniosła ok. 3,5%. Taka jest właśnie różnica, w raczej przepaść, pomiędzy efektywnością działań prywatnych i zarządzanych przez specjalistów otwartych funduszy emerytalnych a państwowym i nadzorowanym przez polityków Zakładem Ubezpieczeń Społecznych. Taka też będzie niestety w różnica pomiędzy wysokością emerytur, jakie otrzymamy w przyszłości, a emeryturami, które otrzymalibyśmy gdyby politycy PO nie „położyli łapy” na naszych pieniądzach zgromadzonych w OFE.
To już jednak Tuska i jego rządu w najmniejszym stopniu nie interesuje. Kiedy większość z nas doczeka okresu emerytalnego oni już dawno nie będą rządzić i za nic odpowiadać. Dlatego nie wahali się, żeby sięgnąć po pieniądze przyszłych emerytów, żeby zatkać nimi dziurę w ZUS. Tak to właśnie dawni liberałowie, którzy „nawrócili się” na socjalizm, oskubali wszystkich Polaków z ich przyszłych emerytów.
