Policzmy się. Zwierajmy szyki. Przygotowujmy strategię obrony. Nie pozwólmy na drugi zabór tego, co nasze. Zwłaszcza, że po drugim nic nam zapewne nie zostanie i trzeci zabór nie będzie już potrzebny. Kto nam zagraża i chce nas pozbawić naszej własności? To niestety nasz rząd. Najprawdopodobniej chce przeprowadzić drugą i tym razem ostateczną grabież naszych oszczędności w OFE.

REKLAMA
Taką groźbę można wyczytać z wypowiedzi ministra pracy i polityki społecznej Władysława Kosiniaka-Kamysza, który zapowiedział – jakże niewinnie brzmi ten eufemizm – „przegląd systemu emerytalnego”. W tym kontekście minister zwrócił uwagę na trudną sytuację budżetu państwa, który musi dofinansowywać Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Przypomnijmy, że ów budżet państwa (a dokładniej „budżetowy” ZUS) już się wzmocnił poprzednią grabieżą, tą z 2011 roku – gdy kwota przekazywana na OFE została, na korzyść ZUS, zmniejszona o ponad 68% (bo z 7,3% do 2,3%).
Prawdziwe, nasze, powiązane z nami jako konkretnym, przyszłym emerytem pieniądze odkładane są na OFE. Te przekazywane na ZUS nie tyle będą w przyszłości podstawą naszych emerytur, co raczej podtrzymują dzisiejszy niewydolny system emerytalny. Obawiam się, że przegląd, o którym mówi minister, nie będzie pierwszym krokiem do przywrócenia poprzednich, korzystnych dla przyszłych emerytów proporcji między składką na OFE a składką na ZUS, lecz będzie to okazja do kolejnego położenia ręki na naszych oszczędnościach w OFE. A być może zamiary rządu idą jeszcze dalej – usłyszymy za pół roku, że trudna sytuacja budżetu, społeczny solidaryzm i tym podobne rzeczy wymagają likwidacji OFE.
Być może maluję przyszłość w zbyt czarnych barwach. Ale pamiętając co rząd Donalda Tuska zrobił z OFE niespełna dwa lata temu, lepiej chuchać na zimne. Dlatego już teraz na jakiekolwiek próby dalszego uszczuplania naszych oszczędności w OFE przez rządowego zaborcę donośnie wołajmy: – NIE, NIE i jeszcze raz NIE!