W lipcu 2005 roku, bijatykami na ulicach Warszawy i rzucanymi w stronę Sejmu i ochraniających go policjantów kamieniami, górnicy wywalczyli sobie niesłychane zupełnie przywileje górnicze, za które płacimy my wszyscy. Te przywileje – a w przypadku górników oznacza to przechodzenie przed pięćdziesiątka na emeryturę wynoszącą średnio 3500 zł – są jedną z przyczyn finansowej zapaści naszego systemu emerytalnego.
REKLAMA
Jeszcze rok temu rząd obiecywał, że system emerytur górniczych zostanie zreformowany – tak, by choć w jakiś sposób zlikwidować niesprawiedliwą anomalię polegającą na tym, że roczne wydatki na górnicze emerytury czterokrotnie (!) przewyższają kwotę uzyskiwanych od górników emerytalnych składek. Jak podaje „Rzeczpospolita” (30.1.2013) rząd prawie na pewno odstąpił od planów reformy.
Najbardziej prawdopodobną przyczyną dzisiejszej postawy rządu jest siła górniczych związków zawodowych oraz obawa przed utratą głosów na tradycyjnie sprzyjającym Platformie Górnym Śląsku.
Rządowi warto w tym kontekście przypomnieć, że dobre rządzenie nie może polegać jedynie na mniej lub bardziej sprawnym administrowaniu krajem. Niekiedy potrzebne jest też właściwe zdefiniowanie ogólnonarodowego interesu i skuteczna jego realizacja – często w starciu z silnymi grupami lobbystycznymi lub zawodowymi reprezentującymi interesy partykularne.
Reforma systemu emerytalnego to właśnie taka sprawa, gdzie w imię interesu ogółu trzeba zderzyć się z górniczymi związkami zawodowymi. Tu potrzeba trochę więcej odwagi.
