Gdyby Lejzorek Rojtszwanc porzucił krawiectwo męskie na rzecz politycznej analizy, to zapewne powiedziałby, że skoro „sondaże (komuś) spadają – znaczy się, że (komuś) będą rosły”. Dzisiaj sondaże spadają Tuskowi, rządowi i Platformie. Nie oznacza to jednak, że rosną Kaczyńskiemu i PiS-owi. Tym kimś, komu poparcie społeczne rośnie, okazuje się być przede wszystkim obecny prezydent. Można wręcz mówić o pewnej prawidłowości – im słabszy rząd, tym silniejszy prezydent.
REKLAMA
Spośród czterech prezydentów pochodzących z wyborów powszechnych, dwóm – Lechowi Wałęsie i Lechowi Kaczyńskiemu – słupki sondażowe w trakcie sprawowania urzędu spadały, a dwóm – Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i Bronisławowi Komorowskiemu – rosły. W przypadku Bronisława Komorowskiego, który prezydentem jest niespełna dwa lata, właściwsze jest użycie czasu teraźniejszego (bo słupki ciągle rosną), a i czas przyszły jest tu nie od rzeczy, bo nic na razie wskazuje, by rosnącej popularności prezydenta miało coś zagrozić.
Prezydentury Wałęsy i Kaczyńskiego charakteryzowała dążność do odgrywania aktywnej roli w bieżącej polityce krajowej. Lech Wałęsa – korzystając z ówczesnych prerogatyw prezydenckich – ingerował w działalność kolejnych rządów, wymieniał premierów i starał się, by jego pozycja była odbierana tak, jakby był rzeczywistym szefem władzy wykonawczej. Lech Kaczyński był albo prezydentem skrajnie prorządowym i jednopartyjnym (gdy rząd tworzył PiS), albo skrajnie antyrządowym, gdy premierem został Donald Tusk. Polacy wolą model prezydentury ponadpartyjnej i stojącej ponad politycznymi podziałami. Z tych powodów poparcie dla Wałęsy i Kaczyńskiego spadało.
Sposób sprawowania urzędu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego bardziej przypomina prezydenturę Aleksandra Kwaśniewskiego. Większy dystans wobec bieżącej polityki rządu sprawia, że tak jak Kwaśniewskiego nie osłabiła dekompozycja lewicy (mimo że był to jego polityczny obóz), tak Komorowskiemu nie przeszkadzają błędy Platformy. Przeciwnie: źle przygotowana ustawa refundacyjna, bunt internautów wobec ACTA, groźba utraty większości parlamentarnej przez rząd – a więc wszystko to, co osłabia Platformę, prezydenta wzmacnia.
Oczywiście nie jest prawda, że Bronisław Komorowski nie stara się wpływać sytuację polityczną w kraju. Ale robi to teraz bardzo dyskretnie. Opinia publiczna niewiele wie o tym, z kim w swoim gabinecie prezydent się spotyka, o czym rozmawia i do jakich politycznych ruchów namawia swoich rozmówców.
Jednak z prawdziwym sprawdzianem politycznych umiejętności obecnego prezydenta mielibyśmy do czynienia wtedy, gdyby – czego wykluczyć nie można – koalicja rządowa straciła większość. Bo to wymagałoby od prezydenta aktywnego i nie gabinetowego włączenia się w bieżącą politykę. A w tym tkwi też pewna pułapka. Bo jak pokazują polskie doświadczenia, prezydencka nadaktywność nie idzie w parze ze społecznym zaufaniem.
