Zdaniem CBA poseł Mirosław Kożlakiewicz z PO wykorzystywał mienie państwowe do prowadzenia działalności gospodarczej, a tego zakazuje ustawa o sprawowaniu mandatu posła i senatora. Zgodnie z art. 107 Konstytucji może to skutkować pozbawieniem mandatu. Trzeba wyraźnie powiedzieć – jeśli Mirosław Koźlakiewicz straci mandat, to nie dlatego, że jest nieuczciwy. Straci dlatego, że nasze prawo jest nie tylko „dura” ale także i durne.
REKLAMA
Poseł Koźlakiewicz – najbogatszy polski parlamentarzysta – od lat zajmuje się działalnością rolną i gospodarczą posiadając lub kontrolując wielkie fermy drobiu. Jako rolnik dzierżawi też ziemię od Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa. Z formalnego punktu widzenia parlamentarzyście wolno na takich gruntach prowadzić działalność rolniczą; nie wolno natomiast działalności gospodarczej. Poseł twierdzi, że jego kurczaki nie są hodowane na gruntach skarbu państwa; CBA uważa, że skoro to, co „rolniczo” rośnie na tych gruntach zjadają „gospodarczo” hodowane kurczaki, to mamy tu do czynienia z zakazaną działalności gospodarczą.
Już samo przytaczanie argumentów obydwu stron pokazuje z jak wielkim absurdem prawnym mamy do czynienia. Ale nawet, jeśli powstrzymamy się od dowodzenia, czy to co robi poseł na dzierżawionych gruntach jest działalnością rolniczą czy gospodarczą, nie możemy nie zauważyć podstawowego absurdu – oto bowiem ktoś kiedyś uznał, że prowadzenie działalności (nieważne czy gospodarczej czy rolniczej) na gruntach dzierżawionych od skarbu państwa jest czymś bardziej podejrzanym lub korupcyjnym, niż gdyby te grunty dzierżawiła nam osoba prywatna. Nikt się nie zastanawia, że przecież ANR przeznacza grunty do dzierżawy drogą przetargu. Na takiej samej absurdalnej zasadzie nie może radnym być szewc, jeśli swój zakład usługowy prowadzi w lokalu, który w przetargu wynajął od miasta.
Niezależnie od tego, jak się potoczą parlamentarne losy posła Koźlakiewicza, to należy jak najszybciej zmienić te absurdalne i ponoć antykorupcyjne przepisy, bo nie dość, że nie mają one nic wspólnego ze zwalczaniem korupcji, to kłócą się ze zdrowym rozsądkiem. Bo zasada powinna być prosta: jest ktoś prowadzi działalność gospodarczą w sposób nie tworzący konfliktu interesów – a tak wygląda to w przypadku posła Koźlakiewicza, który przecież nie sprzedawał swoich kurczaków wojsku czy innej państwowej instytucji – to przedsiębiorca taki nie powinien być eliminowany z polityki.
