Im bardziej pompatyczny i angażujący emocje język, tym większe prawdopodobieństwo, że ten, kto go używa chce zakłamać rzeczywistość, wprowadzić pojęciowy chaos lub pod pięknie brzmiącymi przymiotnikami ukryć jak najbardziej przyziemne interesy.

REKLAMA
Przodowali tu komuniści. Demokracja była wtedy ludowa (co samo w sobie było śmieszne, bo znaczyło tyle, co „ludowe rządy ludu”), sprawiedliwość społeczna, a sztuka miała być „narodowa w formie i socjalistyczna w treści” - co zaowocowało pseudo-renesansowymi attykami, które na wysokości ponad 100 metrów zdobią warszawski Pałac Kultury i Nauki.
Dobrze by było, gdyby tamte doświadczenia uwrażliwiły nas na językowe sztuczki. Zwłaszcza że i dzisiaj jesteśmy często narażenie na tego rodzaju językowe nadużycia.
Oto przy okazji kłopotów, jakie przeżywa LOT słyszymy, że trzeba sięgnąć do publicznej kasy, by wesprzeć LOT – bo to przecież nasz narodowy przewoźnik. I rząd ładuje kolejne setki milionów złotych w „narodowego przewoźnika” zamiast go – i to dawno temu – sprywatyzować. Używany to przymiotnik „narodowy” ma zamknąć usta krytykom pompowania w LOT naszych pieniędzy – bo przecież, jeśli ktoś nie chce wspomóc czegoś, co jest „narodowe”, to najpewniej nie jest patriotą.
Z taką samą intencją używa się sformułowania „telewizja publiczna” – choć misji w niej jak na lekarstwo, a zatrudnienie i koszty kilkakrotnie większe niż w stacjach prywatnych. „Telewizja publiczna” – czyż nie brzmi to prawie tak samo jak „dobro publiczne”? A o nie przecież wszyscy powinniśmy dbać.
Podobną karierę robi dziś przymiotnik „strategiczny”. Oto istnieją „strategiczne” kopalnie, rafinerie, koleje, sieci – i co tam nam jeszcze przyjdzie do głowy – których utrzymanie w rękach państwa może kwestionować jedynie ktoś, kto nie rozumie „strategicznych” właśnie interesów państwa. Argument, że istnieją państwa (w tym i jedno supermocarstwo), w których firmy te są prywatne, zwolenników utrzymania w rękach państwa jak największej liczby „strategicznych” firm nie przekonuje. Złośliwie, ale i prawdziwie można by to skomentować, że dzieje się tak głównie dlatego, że dla aktualnie rządzących owe „strategiczne” firmy są niezwykle cennym powyborczym łupem do podziału.
Język komunizmu określono mianem nowomowy. Cóż, widać, że każda epoka – także i nasza – ma swoją własną nowomowę.