Dzięki Platformie Obywatelskiej niemożliwe staje się możliwe. Bo to Platforma „zmobilizowała” wszystkie (z wyjątkiem SLD, które stara się zapewne wkraść w platformowe łaski) środowiska polityczne i samorządowe w Warszawie, by wystąpić przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz. i doprowadzić do odwołania ją w referendum z funkcji prezydenta Warszawy.
REKLAMA
Na to w pierwszej kolejności zapracowała sama Hanna Gronkiewicz-Waltz. Lista jej grzechów jest długa. Brak wizji rozwoju miasta, marnotrawstwo publicznych pieniędzy czego najlepszym przykładem była budowa na publiczne pieniądze stadionu dla Legii oraz rezygnacja z partnerstwa publiczno-prywatnego przy budowie II linii metra, fatalny wreszcie nadzór nad tą budową – to pierwsze z brzegu przykłady, wreszcie dostrzeżone przez wszystkich.
Ale ma też swoje znaczenie coraz gorsza aura dla Platformy w całym kraju. Notowania spadają, zaufanie do premiera sięga najniższych poziomów w historii, a na to wszystko nakładają się prestiżowe porażki o tylko pozornie lokalnym charakterze, takie jak przegrana w rybnickich wyborach uzupełniających do Senatu czy odwołanie w referendum platformowego prezydenta Elbląga.
Ale jeśli Rybnik i Elbląg nadwyrężyły prestiż Platformy, to na Warszawę należy spojrzeć w kategoriach platformowego „być albo nie być”. Gdyby z inicjatywą odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz wystąpiło jedno środowisko, to można by wątpić, czy uda się jemu zebrać wymagane 130 tysięcy podpisów. Ale gdy podpisy te będą zbierać różne (a w innych sprawach bardzo od siebie oddalone) środowiska, to uzyskanie tej liczby popierających nie będzie trudne. A to by oznaczało, że najprawdopodobniej we wrześniu tego roku warszawiacy udadzą się do urn, by pani prezydent wystawić rachunek. A jeśli – co jest bardzo prawdopodobne – do głosowania w referendum da się namówić ok. 400 tysięcy mieszkańców Warszawy (a tyle mniej więcej głosujących potrzeba, by referendum było ważne) to Hanna Gronkiewicz-Waltz straci stanowisko. Także sytuacja, gdy z powodu zbyt małej frekwencji referendum nie byłoby wiążące, nie może być przez PO oceniana jako korzystna. Nie ulega bowiem wątpliwości, że znakomita większość z tych, którzy pójdą głosować, odda głos za odwołaniem pani prezydent. A to w moim przekonaniu wymuszałoby na Hannie Gronkiewicz-Waltz rezygnację z kandydowania w 2014 roku.
Dla Donalda Tuska całkiem prawdopodobna perspektywa odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz – bądź co bądź wiceprzewodniczącej partii – to najgorsza rzecz, jaka mogła go teraz spotkać. No bo jeśli Warszawa – miasto z którego premier jest posłem – odwróci się od Platformy, to na kogo miałaby ona liczyć w kolejnych wyborach? Zapewne premier gorączkowo myśli, co zrobić, by uniknąć tej bardzo kosztownej warszawskiej katastrofy. Jeszcze nie wie, że pojazd nie jest już sterowny.
