Mosty, Sedeco i Złote Tarasy były według Lecha Kaczyńskiego najbardziej wymownymi przykładami zła, jakie za sprawą domniemanego układu rozpleniło się w Warszawie. Niestety ówczesnym szaleństwom PiS-owskiej ekipy rządzącej Warszawą w l. 2002-2006 przyklaskiwała część dziennikarzy, bezkrytycznie powtarzając kompletnie wydumane oskarżenia.

REKLAMA
Dzisiaj nikt kto nie chce narazić się na śmieszność nawet nie wspomni o jakiejkolwiek aferze mostowej. Bo każdy wie, że jej po prostu nie było. Co więcej, wszyscy już dzisiaj doskonale zdają sobie sprawę, że przy otwieranych w 2000 i 2002 roku mostach Świętokrzyskim i Siekierkowskim nie dość, że nie złamano prawa, to budowano je taniej, szybciej i – co by tu nie powiedzieć – ładniej niż powstały dekadę później Most Północny.
W tzw. sprawie Sedeco, w której b. prezydent Warszawy, mój następca Wojciech Kozak, wraz z grupą współpracowników oskarżany był o spowodowanie milionowych strat dla miasta, do czego – zdaniem Lecha Kaczyńskiego i prokuratury – miało dojść poprzez zaniżenie wartości gruntu, który miasto wniosło do powołanej wraz prywatnym inwestorem spółki, dwa lata temu sąd uniewinnił wszystkich oskarżonych. Powiedzieć „uniewinnił” to za mało powiedzieć, Bowiem sąd w uzasadnieniu wyroku wystawił wszystkim niesłusznie oskarżanym laurkę – stwierdził bowiem, że ich postępowanie można uznać za wręcz wzorcowe gospodarowanie mieniem komunalnym w interesie publicznym.
W sprawie Sedeco Lech Kaczyński (składając donos do prokuratury) oraz prokuratura (donos ów zamieniając w akt oskarżenia) wykazali się całkowitym niezrozumieniem jednej z najbardziej efektywnej dla podmiotu publicznego metody inwestowania jaką jest partnerstwo publiczno-prywatne.
Ta sama zła wola i brak kompetencji dał o sobie znać w sprawie Złotych Tarasów. Tam również miasto wniosło do spółki aport w postaci gruntu, a Lech Kaczyński, a w jego ślad – prokuratura, uznali, że cenę gruntu zaniżono, czym narażono miasto na straty. Sprawa toczy się w sądzie do dzisiaj, a oskarżeni – w tym b. zastępca prezydenta ds. inwestycji w gminie Warszawa-Centrum Jerzy Guz – wciąż czekają na sprawiedliwość. Dzisiaj właśnie pojawił się dodatkowy argument na rzecz Jerzego Guza i jego kolegów, pokazujący jak znakomity interes zrobiła Warszawa na tym, że do spółki budującej Złote Tarasy wniosła grunt. Otóż dzięki temu, że na gruncie tym powstał ów wielki kompleks handlowo-biurowy, miasto za sprzedaż swoich udziałów w spółce dostanie ponad 3 razy więcej, niż włożyło.
Jestem przekonany, że – podobnie jak wcześniej Wojciech Kozak – także i Jerzy Guz doczeka się wreszcie sądowej satysfakcji w postaci uniewinnienia. Ale dzisiaj dobrze by było, gdy miasto wspomniało, czyjej to pracy zawdzięcza tak przyzwoity i godny pozazdroszczenia zwrot z inwestycji. Bo jak teraz widać – Złote Tarasy okazały się być dla miasta złotym interesem.