Zła wiadomość jest taka, że rząd, w którym Jacek Rostowski jest ministrem finansów nadał dysponuje większością głosów w Sejmie. Dobra – że ten rząd nie ma większości konstytucyjnej.
REKLAMA
Konsekwencją złej wiadomości jest to, że najgorszy minister finansów w historii III RP, poprzez przeprowadzoną przez Sejm zmianę ustawy o finansach publicznych, zawiesi 50-procentowy próg ostrożnościowy regulujący nasze zadłużenie. Konsekwencją dobrej jest to, że nie jest w stanie odrzucić zapisanego w Konstytucji ostrożnościowego progu 60-procentowego.
Nie mam wątpliwości, że gdyby mógł, to by odrzucił. Bo 60-procentowego progu minister Rostowski nie traktuje jako rozsądnego, wpisanego do Konstytucji zabezpieczenia przed finansową niefrasobliwością rządzących. Raczej z żalem konstatuje, że 60-procentowy się ostanie, bo – jak zauważa – „Konstytucji nie zmienimy. To zupełnie nierealne”.
Ministrowi nie domyka się budżet na dodatkowe 24 miliardy złotych. Kryzys kryzysem, ale podstawową przyczyną chronicznego i pogłębiającego się deficytu budżetu państwa jest niechęć ministra i jego premiera do zreformowania publicznych finansów. Rząd nie odważył się naruszyć niezwykle kosztownych dla budżetu (i nas wszystkich – podatników) przywilejów emerytalnych niektórych grup zawodowych. A jednocześnie pozwolił sobie na rozrost kosztownej administracji rządowej. A dodatkowo popełnia tez głupie błędy – takim na przykład był tak wysoki wzrost akcyzy na papierosy, że w efekcie coraz więcej palaczy kupuje papierosy na czarnym rynku, a wpływy do budżetu zamiast wzrosnąć – spadły.
Najbardziej bulwersujące jest to, z jaką łatwością minister Rostowski żongluje słowami i czarne nazywa białym, a białe – czarnym.
Gdy w jakiejś rodzinie spadną dochody, to rozsądni – tak matki jak ojcowie rodzin – zaciskają pasa i skreślają mniej konieczne wydatki. Zachowują się jak dorośli. A ci, którzy nie dorośli i których horyzont nie wykracza poza najbliższy dzień, biegną w takiej sytuacji do pierwszej lepszej placówki oferującej „chwilówki” a potem się dziwią, że paru miesiącach jest jeszcze gorzej.
Minister Rostowski jako strażnik naszych wspólnych publicznych pieniędzy należy do tej drugiej grupy. Ale używa przy tym języka, który miałby – jego zdaniem – świadczyć o nadzwyczajnej wręcz własnej mądrości i dojrzałości. Otóż 50-procentowa reguła jako że obowiązuje od lat – jest stara. Ta luźniejsza, którą zaproponuje minister, będzie nowsza. A skoro nowsza to i lepsza – przekonuje minister. Z kompromitującej nieumiejętności ograniczenia wydatków minister Rostowski czyni cnotę – bo jakże inaczej zrozumieć pięknie brzmiący passus o „nowej regule stabilizującej wydatki”. Bo zdaniem ministra nie można oszczędzać w czasach kryzysu. Ta teza, która w każdej rozsądnej rodzinie byłaby uznana za przejaw dziecięcego braku odpowiedzialności, określa nową rządową regułę finansową. Według ministra Rostowskiego – jest to reguła dla dorosłych.
Dorosłość – zaiste przedziwnie to proste pojęcie interpretuje nasz minister finansów.
