Aż trudno uwierzyć, jak bardzo zmieniła się Platforma Obywatelska. Jak razi dzisiaj owa „obywatelskość” w nazwie – równie uprawnioną żonglerką słowną byłoby nazwanie zwolenników Tea Party z południa Stanów Zjednoczonych socjalistami. I jak bardzo zmienił się Donald Tusk – dawny liberał i szczery demokrata.
REKLAMA
Kolejnym przykładem upadku dobrych obyczajów politycznych w Platformie rządzonej przez Donalda Tuska są organizowane przez niego wybory na przewodniczącego PO. Niby bardzo demokratyczne, bo powszechne, ale – przy zachowaniu oczywiście właściwych proporcji – aż nadto przypominają standardy zza naszej wschodniej granicy, gdzie opozycji pozwala się co prawda startować, ale całość procedury wyborczej organizuje się tak, by rzecz jasna nie mogła ona wygrać.
Bo jakże inaczej skomentować zasady, które Donald Tusk narzucił Platformie. Oto staje on do wyborów, ale odmawia swojemu rywalowi debaty i dba o to, by żadna dyskusja nie była możliwa. I jakby tego było mało, całą praktycznie procedurę wyborczą rozpisuje na czas wakacji, co ogranicza szansę jego rywala, z oczywistych powodów mającego mniejsze wpływy w bardziej zmobilizowanym aparacie partyjnym. To wszystko nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek obywatelskim charakterem partii. To kwintesencja najgorszego partyjniactwa i zaniku reguł demokratycznych.
I to wszystko każe też zapytać o granice wstydu ze strony Tuska. Wiele razy ostatnio powtarzałem, że gdyby Donald Tusk z 2000 roku widział siebie w roku 2013 to stanąłby na czele buntu. Tamten dawny Tusk protestowałby wobec sięgania po pieniądze z OFE i wobec likwidacji progów ostrożnościowych regulujących poziom zadłużenia państwa. Tamten Tusk nie szczędziłby ostrych słów po adresem „klasy próżniaczej” gdyby widział, z jaką zachłannością korzysta ona z publicznych pieniędzy, by kupować sobie drogie garnitury, cygara i alkohole.
Szczerze mnie to smuci – także i z tego powodu, że przywołuje moją naiwność i popełnione błędy sprzed lat. Myślę tu o końcówce 2000 roku. Wtedy, bez mojego wsparcia, Donald Tusk mógłby sobie tylko – przepraszam za kolokwializm – „podskakiwać” w konfrontacji z Bronisławem Geremkiem. W boju na szefa Unii Wolności – jeśli w ogóle by wystartował – przegrałby w proporcji gorszej iż teraz przegra Gowin. Wsparłem go – czego po latach pozostaje mi wyłącznie żałować. Donald Tusk uzyskał wtedy wynik niewiele gorszy od profesora Geremka. Stało się tak także i dlatego, że Bronisław Geremek, mimo iż w tamtej konfrontacji miał wszystkie instrumenty, żeby uniemożliwić debatę i wizyty Tuska w regionach, to nawet przez myśl mu nie przeszło, by z tych możliwości skorzystać.
Na takich standardach Donald Tusk powinien się wzorować.
