Dzisiaj, 23 lata po obaleniu w Polsce komunizmu, stosunki własnościowe w przeważającej części Warszawy reguluje dekret komunistycznego prezydenta Bieruta z 1945 roku, na mocy którego odebrano ówczesnym właścicielom wszystkie nieruchomości.

REKLAMA
Dawni właściciele coraz częściej uzyskują na drodze sądowej decyzje o zwrocie nieruchomości, a koszty tego ponosi wyłącznie miasto.
Sam, gdy byłem prezydentem Warszawy, uważałem, że ta czy inna kamienica, w 1945 roku dekretem Bieruta upaństwowiona a później skomunalizowana, nie tylko może dzisiaj – tak jak to jest choćby w Poznaniu czy Krakowie – być własnością prywatną, ale powinna nią być, skoro wcześniej została zagrabiona. I to, co odebrał dekret Bieruta – gdy tylko były takie możliwości prawne – dawnym właścicielom bądź ich spadkobiercom oddawałem. Ale poziom dzisiejszych roszczeń przekracza możliwości finansowe warszawskiego samorządu. Rząd nie powinien chować w tej sprawie głowy w piasek. Konieczne jest uchwalenie wreszcie ustawy reprywatyzacyjnej.
Jej brak uderza najbardziej we władze Warszawy. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz żali się, że samorząd warszawski nie ma w tej sprawie inicjatywy ustawodawczej. Ale Hanna Gronkiewicz-Waltz jest także wiceprzewodniczącą rządzącej Platformy Obywatelskiej. Oczekiwałbym zatem, że w tej roli wpłynie ona swojego partyjnego szefa, a jednocześnie premiera, by kierowany przez niego rząd ustawę reprywatyzacyjną wreszcie przygotował i przeprowadził przez parlament.