W Warszawie otwarto most Północny. Wydarzenie to zasługuje na dwa komentarze.

REKLAMA
Pierwszy to bardzo szczery komentarz pozytywny. Przecięta Wisłą Warszawa potrzebuje mostów. Nie kilku ale kilkunastu. Każda nowa przeprawa przez Wisłę musi cieszyć. No i wreszcie mamy kolejny most, najbardziej wysunięty na północ. Ułatwi on komunikację mieszkańcom Tarchomina i Białołęki oraz odciąży most Grota Roweckiego. Ta inwestycja to ogromny plus dla Warszawy.
Ale radość z otwarcia w ostatni weekend nowego mostu nie przysłoni paru mniej pozytywnych spostrzeżeń.
Most powinien bowiem służyć warszawiakom od co najmniej 7 lat. Jeszcze za czasów mojej prezydentury było przygotowane, podpisane w styczniu 2002 roku przez m. st. Warszawę i gminy Bielany i Białołęka, porozumienie w sprawie jego budowy, a wiosną 2002 roku wydana została decyzja o warunkach zabudowy. To że na otwarcie mostu musieliśmy czekać aż 10 lat jest przede wszystkim „zasługą” antyinwestycyjnych i nieudolnych rządów PiS-u w Warszawie. Ale musi też dziwić, że Hanna Gronkiewicz-Waltz potrzebowała ponad czterech lat, by most zbudować – zwłaszcza, jeśli przypomnimy sobie, że zarówno most Świętokrzyski jak i most Siekierkowski budowane były w 2 lata.
Nowy most nie jest niestety czymś, co wzbogaca warszawski krajobraz. W odróżnieniu od ciekawych architektonicznie podwieszanych mostów – Świętokrzyskiego i Siekierkowskiego – most Północny raczej nie trafi na widokówki promujące Warszawę. Wybrano bowiem najprostszą koncepcję mostu kładkowego. Bo tak miało wyjść taniej. Niestety nie wyszło, bo gdyby porównać tę budowę ze skalą jaką była budowa mostu Siekierkowskiego wraz z kilkukilometrową trasą Siekierkowską, to koszt budowy mostu Północnego powinien być o połowę niższy.