Czy przypadkowe słowa mogą zadecydować o bliskowschodnim układzie sił na dekady? To pytanie narzuca się po wypowiedzi Johna Kerry’ego, który – gdy zapytano go na konferencji prasowej, czy Syria może coś zrobić, by uniknąć ataku – rzucił, iż tak: niech tylko w ciągu tygodnia przekaże cały swój arsenał broni chemicznej pod kontrolę społeczności międzynarodowej.

REKLAMA
Kerry powiedział to, co powiedział, gdyż był nieprzygotowany na takie, dość oczywiste pytanie. I rzucił coś, co wydawało mu się oczywistą niemożliwością. I co – rzecz jasna – nie było żadnym oficjalnym stanowiskiem amerykańskiego rządu.
Ale słowa poszły w świat. Rosja – najważniejszy dzisiaj obrońca syryjskiego reżimu – przyjęła to jako ważną i cenną propozycje i zadeklarowała, iż będzie namawiać Asada, by Syria przekazał posiadana broń chemiczną społeczności międzynarodowej, co umożliwi jej zniszczenie tej broni.
Syria najpewniej się na to zgodzi. I zapewne coś tam przekaże. A to z kolei wytrąci Amerykanom jakiekolwiek argumenty na rzecz zbrojnej interwencji. I tym samym reżim Asada przetrwa.
Przypadkowe, wypowiedziane „na odczepne” słowa Johna Kerry’ego mogą więc utrwalić władzę Asada, a – co za tym idzie – wzmocnić na lata antyamerykańską irańsko-syryjską oś w tym rejonie świata.
Niekiedy słowa znaczą więcej niż czyny. Przypadek Johna Kerry’ego pokazuje, że bywa tak także ze słowami całkowicie przypadkowymi.