Gdy naszą uwagę zaprząta wielka polityka – która za dnia toczy się między Krakowskim Przedmieściem, Wiejską i Alejami Ujazdowskimi, by wieczorami przenieść się do TVP Info, TVN 24 i Polsat News – to na uboczu, często niezauważana, tętni życiem nasza polityka lokalna.

REKLAMA
Na ogół polityka w wydaniu naszych radnych i wójtów, burmistrzów i prezydentów miast ma sympatyczniejsza twarz od tego, co na co dzień prezentują nam nasi politycy z pierwszych stron gazet. Bo zazwyczaj mniej w niej agresji i nienawiści, a więcej widocznych dla mieszkańców dokonań w postaci wodociągów, szkół czy nowych dróg.
Ale bywa też inaczej. Mniej miłą twarz naszego samorządu pokazuje nam Polska starachowicka. Rzec by można, że nad Starachowicami ciąży jakieś fatum.
W 2003 roku wszyscy usłyszeliśmy o aferze starachowickiej. Sprawa zresztą przebiła się wtedy na pierwsze strony gazet nie dlatego, że część ówczesnych związanych z SLD działaczy samorządowych podejrzewana była o kontakty z grupami przestępczymi, lecz przez to, że znani posłowie SLD (a także SLD-owski wiceminister MSWiA) ostrzegli swoich kolegów ze Starachowic o planowanych działaniach policji.
Nie dziwi, że pod hasłami odnowy moralnej, wybory na prezydenta Starachowic wygrał w 2006 roku kandydat PiS-u Wojciech Bernatowicz, pokonując ówczesnego prezydenta Sylwestra Kwietnia z SLD. Obaj panowie przez następne 4 lata niespecjalnie się lubili, co jednak nie przeszkodziło, by po kolejnych wyborach w 2010 roku podzielili się władzą – Bernatowicz jako prezydent a Kwiecień jako jego zastępca.
Byłoby przesadą powiedzieć, że egzotyczna koalicja PiS-SLD do dzisiaj rządzi Starachowicami, gdyż w sierpniu ubiegłego roku PiS usunął Bernatowicza ze swoich ze swoich szeregów. Wykazał się tutaj zadziwiającą intuicją, gdyż zrobił to na dzień przed jego zatrzymaniem przez policję. Prezydent Starachowic przeniósł swoje urzędowanie do aresztu śledczego, wraz z ciążącymi na nim poważnymi zarzutami korupcyjnymi.
Żeby było jeszcze śmieszniej (a raczej straszniej), starachowicka prokuratura – jak podaje lokalna „Gazeta Wyborcza” – zajmuje się teraz nieprawidłowościami w starachowickim MOPS-ie, skąd ponoć wyprowadzane były pieniądze służące m. in. finansowaniu kampanii wyborczej SLD-owskiego wiceprezydenta Kwietnia.
Jestem zawsze bardzo ostrożny w komentowaniu prokuratorskich czy medialnych zarzutów, gdyż niejednokrotnie okazywało się, że więcej było w nich a priori przyjmowanych tez, niż udokumentowanych faktów. Podkreślam więc, że w Starachowicach toczą się śledztwa, a żadne wyroki – nie licząc oczywiście tych dotyczących afery z 2003 roku – jeszcze nie zapadły.
Ale nie można też nie zauważyć, że jak na jedną dekadę i jedno miasto, ilość podejrzeń, śledztw i zarzutów jest zadziwiająco duża.
Pewnie dopiero następne wybory samorządowe w 2012 roku sprawią, że Starachowice przestaną nam się kojarzyć z ciemniejszą stroną naszego samorządu.