Rzadko mam ochotę aż tak bardzo powtórzyć coś za „Gazetą Wyborczą”. Bo i tytuł z dzisiejszej 1 strony („Jest brzydko i dalej tak będzie”), i oburzenie tym, że władze Warszawy wcale nie chcą uporządkowania reklamowego chaosu w mieście, w wyniku czego po zaledwie 3 miesiącach złożył rezygnację Grzegorz Piątek, naczelnik wydziału estetyki w warszawskim Ratuszu. Nie chciałbym jedynie przekroczyć – jak „GW” – granicy śmieszności.
REKLAMA
„Gazeta” słusznie wytyka władzom miasta, iż wolą wieszać monstrualne banery na Pałacu Kultury niż – jak to na przykład zrobiono w Krakowie – uchwalić przepisy, dzięki którym można by usunąć ze Śródmieścia znakomitą większość reklam. Młody (33-letni) ideowy specjalista od miejskiej estetyki i były już naczelnik, nie chciał firmować fatalnej – nie w deklaracjach a w czynach – polityki władz miasta w zakresie kształtowania przestrzeni miejskiej. Przegrał z urzędnikami wyżej stojącymi od niego, co nie takich zapaleńców jak on sprowadzali na ziemię. Przegrał z miejskimi politykami. Przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz.
I tu się robi trochę śmiesznie, gdy czyta się ten dzisiejszy (15.11.2013) tekst w „GW”. Bo któż bardziej niż „Gazeta Wyborcza” (jeśli pominiemy Donalda Tuska) bronił Hanny Gronkiewicz-Waltz przed tymi, którzy chcieli ją w referendum odwołać? Na czyich łamach trwał przez cała kampanię referendalną festiwal peanów na część pani prezydent? Przecież w tamtych tygodniach na łamy „GW” nie mógł się przebić żaden pogląd kwestionujący kompetencje Hanny Gronkiewicz-Waltz. A dziennikarze „GW” prześcigali się w tekstach podkreślających zasługi i „dobre rządzenie” pani prezydent.
Ciekawe jak drobnym petitem i na jak bardzo odległej stronie „GW” poinformowałaby o ustąpieniu pana Grzegorza Piątka, gdyby ten zdecydował się na ten krok przed referendalną niedzielą 13 października?
