W cieniu antyunijnego stanowiska Janukowycza i prounijnych demonstracji na kijowskim Majdanie, prawie niezauważone zostało nie mające precedensu zakwestionowanie unijnych fundamentów przez premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona. A z punktu widzenia Polski i innych krajów „nowej” Unii to, czy Ukraina wejdzie czy nie wejdzie do Unii nie jest aż tak ważne jak to, by nie weszły w życie pomysły Camerona.
REKLAMA
Brytyjski premier chce ograniczenia dostępu do brytyjskiego rynku pracy dla przybywających do Wielkiej Brytanii imigrantów z krajów tzw. nowej Unii. Proponuje on, by dopiero po trzech miesiącach mogli oni ubiegać się o ewentualne świadczenia socjalne. W przypadku utraty przez nich pracy chce skrócenia do sześciu miesięcy okresy wypłaty zapomogi. Opowiada się także za deportowaniem bezdomnych i pozbawionych środków do życia.
Premier Cameron kwestionuje w ten sposób fundamenty, na których budowana jest dzisiejsza Unia Europejska. Bo dzisiejsza Unia to nie dawne EWG, którego głównym celem był rozwój gospodarczy i wymiana handlowa między wolnymi, demokratycznymi i najbogatszymi krajami Europy. Priorytetem dzisiejszej Unii jest niwelowanie różnic w rozwoju i zamożności między „starą” Unią a nowo przyjętymi krajami z Europy Środkowo-Wschodniej, między bogatymi a biedniejszymi. Dlatego tak ważna dla dzisiejszej Unii jest zasada solidarności i wyrównywania szans – czego praktycznym wyrazem jest między innymi wspólny rynek pracy oraz wspomagający rozwój biedniejszych państw członkowskich fundusz spójności.
Gdyby pomysły Camerona weszły w życie oraz – co gorsza – zostały przejęte przez inne bogate kraje starej Unii (co nie trudno sobie wyobrazić, patrząc jak w niektórych z tych krajów rosną w siłę partie eurosceptyczne i ksenofobiczne) to Europa, mimo iż nadal byłaby Unią, zamiast podziały niwelować – by je pogłębiała.
Dla naszego polskiego interesu nie jest istotne, czy w krajach Europy Zachodniej rządzi lewica czy prawica. Ważne jest dla nas, by ci co rządzą myśleli w kategoriach europejskiej solidarności a nie takiego czy innego narodowego egoizmu. O ile w geście solidarności z proeuropejsko myślącymi Ukraińcami warto pójść z pikietą pod ambasadę ukraińską, to z punktu widzenia tego, jaka będzie przyszła Unia, większe znaczenie może mieć to, co zademonstrujemy pod ambasadą brytyjską.
