Igrzyska Olimpijskie są radością dla kibiców i szansą na życiowy sukces dla sportowców. Każdy z nas może przywołać jakiś olimpijski bieg, konkurs skoków czy mecz, gdy olimpijska rywalizacja pobudzała największe emocje a zdobyty medal wzruszał do łez. Ale dzisiaj, w kontekście Igrzysk w Soczi, pojawić się musi pytanie o cenę.

REKLAMA
Kiedy ceną była tylko stopniowa komercjalizacja sportu – narzekaliśmy, ale nie przynosiło to strat dla ludzi. Czasem z niesmakiem oglądaliśmy reklamy na każdym centymetrze kwadratowym sportowego kombinezonu, marudziliśmy na ilość reklam zewnętrznych czy telewizyjnych, zamykaliśmy oczy, gdy faszerowano nas skojarzeniami produktów i poszczególnych dyscyplin sportu. Cały czas jednak toczyło się to w zamkniętym kręgu. Biznes finansował rozwój sportu: sportowcy osiągali coraz lepsze wyniki i biznes – dzięki temu – coraz lepsze komercyjne efekty. Cóż, trudno – inaczej pewnie w dzisiejszych czasach by się nie dało.
Igrzyska w Soczi są jednak najjaskrawszym do tej pory przykładem politycznego wykorzystania sportu. I to za gigantyczne pieniądze, których tym razem „nie dali” klienci firm sponsorujących igrzysk. Bo za igrzyska w Soczi zapłacili bezradni podatnicy.
Czy to już miało miejsce? Oczywiście, że tak. Bo od dziesięcioleci pokusa wykorzystania przez rządzących tego święta, jakim są Igrzyska, była wielka. Tak było i z olimpiadą berlińską z 1936 roku (oraz z zimową z tego samego roku w Garmisch-Partenkirchen) i z moskiewską z 1980 roku. Na olimpiadę pekińską wydano gigantyczne środki, aby udowodnić, jak silnym i zmodernizowanym państwem są Chiny. Na tegoroczny Mundial w Brazylii wydaje się teraz miliardy, co wzbudza słuszną złość obywateli mówiących, że te pieniądze można wydać lepiej. Także w Polsce wydanie miliardów na stadiony z okazji Euro 2012 (a następnie dotowanie ich istnienia przez następne lata, bo zupełnie się one nie bilansują) u ludzi takich jak ja wzbudza bezradną złość.
Ale nic nie może się równać z olimpiadą w Soczi. Gigantyczna kwota 50 mld dolarów wydana w Rosji na cele rozwojowe mogłaby stać się historycznym przełomem. Przecież to kwota porównywalna ze środkami, które w ciągu siedmiu lat dostaniemy teraz z Unii. To mógłby być impuls uruchamiający rosyjską drobną przedsiębiorczość, dywersyfikujący produkcję, uodporniający gospodarkę rosyjską na nadchodzące kryzysy – choćby ze względu na spadki cen paliw. Przecież dzisiejsza Rosja to kraj wielkiej rozpiętości dochodów i rozwoju między Moskwa a prowincją, to społeczeństwo bardzo słabej klasy średniej i wielkich oligarchicznych przedsiębiorstw, to w dużej mierze gospodarka monokultury produkcji, uzależnienia od eksportu surowców i importu wielu towarów przetworzonych. A Władimir Putin, zamiast odpowiedzieć na to historyczne wyzwanie, stawia – jak rzymski imperator – na igrzyska, by pokazać swą wielkość i stać się niezapomnianym. Pozwala przy tym wydać te pieniądze w sposób skrajnie marnotrawny – część z nich została po prostu rozkradziona – a symbolicznym efektem takiego sposobu obchodzenia się z pieniędzmi są pokazywane w ośmieszających memach wieloosobowe toalety w olimpijskiej wiosce.
Igrzyska przejdą i przeminą. Pozostanie po nich wspomnienie wspaniałych emocji sportowych. Pozostanie jednak i coś więcej. Dla pokoleń Rosjan myślących już po nowemu i oczekujących od swojej ojczyzny rozwoju i rozwiązywania prawdziwych problemów, olimpiada w Soczi będzie już na zawsze pamiętana jako symbol marnotrawstwa i bizantyjskiego stylu prezydenta Putina. Tyle tylko, że dzisiaj ta część rosyjskiego społeczeństwa – ta, którą moglibyśmy już nazwać społeczeństwem obywatelskim – jest jeszcze zbyt słaba, aby podjąć analogiczne protesty do tych, które rozgrywają się teraz w Brazylii. Ale to się będzie się zmieniać.
Tylko wyspecjalizowani historycy wiedzą dziś, ile dni trwały i jaką część rezerw finansowych cesarstwa rzymskiego pochłonęły igrzyska zorganizowane przez cesarza Kommodusa. Ale wszyscy pamiętają, że od tamtych czasów zaczął sie powolny schyłek, a potem upadek potęgi Rzymu. Oczywiście, także i potem zdarzało się jeszcze rzymskim władcom urządzanie wielkich fet i igrzysk z setkami tysięcy ludzi na trybunach – ale trend upadku nie został już zastopowany. Kto dziś pamięta imiona tych imperatorów, którzy te igrzyska urządzali?
Rosji życzę znacznie lepszego losu. Życzę aby rosyjskie społeczeństwo obywatelskie – obudzone miedzy innymi tym skandalicznym marnotrawstwem – nigdy więcej nie pozwoliło już żadnemu swojemu władcy na tego rodzaju imperatorskie rozrywki.