Poszerzanie się strefy wolnego handlu to bardzo dobra wiadomość do obolałych po światowym kryzysie gospodarczym Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Likwidacja lub chociażby poluzowanie barier celnych będzie dla gospodarek po obu stronach Atlantyku ogromnym impulsem rozwojowym. Także dla konsumentów oznaczać to będzie dostępność do znacznie większej ilości towarów po niższych niż dotychczas cenach. Chociażby z tego powodu mam nadzieję na szybki koniec negocjacji, jakie w tej sprawie prowadzą władze UE i USA.
REKLAMA
Niespodziewanie euroatlantycka strefa wolnego handlu nabrała w ostatnich tygodniach zupełnie nowego wymiaru – i to o znaczeniu dla Polski i Europy absolutnie fundamentalnym. Wszystko za sprawą rosyjskiej agresji na Ukrainie, która obnażyła Rosję jako partnera całkowicie nieodpowiedzialnego i nieobliczalnego.
Jest to dla Europy tym bardziej niebezpieczne, że nasz kontynent jest w dużym stopniu uzależniony od surowców energetycznych importowanych z Rosji. Dalsze pozostawanie Europy w tak dużym stopniu zależności od Moskwy może zagrażać ekonomicznej i politycznej stabilności całej Unii. W sposób szczególnie jaskrawy dotyczy to jednak Polski, gdzie importowany z Rosji gaz pokrywa 70% rocznego zużycia, a ropa naftowa aż 93%.
Strefa wolnego handlu pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi to szansa na energetyczną niezależność Europy. Szansa, której w obecnej sytuacji nie wolno nam zaprzepaścić. Dzięki eksploatacji własnych złóż ropy naftowej i gazu łupkowego USA nie tylko są energetycznie samowystarczalne, ale mogą też w znacznym stopniu zastąpić Rosję, jako dostawcę tych surowców dla Polski i Europy.
Jest to sprawa dla bezpieczeństwa i przyszłości Unii Europejskiej absolutnie fundamentalna i w tych kategoriach powinny być postrzegane rozmowy, jakie w tych dniach i tygodniach toczą się z naszymi amerykańskimi partnerami. Dlatego mam nadzieję, że europejskim i amerykańskim liderom starczy odwagi i wyobraźni, aby negocjacje szybko zakończyć sukcesem.
