Dokładnie 15 lat temu – 30 marca 1999 roku zostałem wybranym najmłodszym w historii miasta Prezydentem Warszawy. Trzy lata mojej prezydentury były dla mnie osobiście czasem bardzo ciężkiej ale jednocześnie fascynującej pracy. Dla mojego miasta oznaczało wiele zmian, które odcisnęły się trwałym piętnem.

REKLAMA
Obejmowałem urząd Prezydenta Warszawy w czasach, które dla samorządu, a szczególnie samorządu stolicy, były nieporównywalnie mniej korzystne od tych, w których przyszło działać moim następcom. Warszawa nie była – tak jak dziś - jednolitym organizmem miejskim, ale luźną federacją wielu gmin, z których każda miała własnego burmistrza, radnych i budżet- całkowicie niezależnych od władz ogólnomiejskich. Dlatego budżet jakim dysponowałem jako prezydent miasta był nieporównywalny z dzisiejszymi możliwościami finansowymi Warszawy. Wtedy, w 1999 roku, a więc na 5 lat przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, nie mogliśmy nawet marzyć o miliardach złotych z Brukseli, które w ostatnich latach zasilają warszawski budżet.
A jednak mimo niesprzyjających okoliczności wiele udało się zrobić. Moim priorytetem były inwestycje w infrastrukturę komunikacyjną, bowiem życie w coraz bardziej nieprzejezdnym i zakorkowanym mieście stawało się dla jego mieszkańców prawdziwą udręką. Przez trzy lata mojej prezydentury udało się oddać do użytku dwa nowe mosty, zbudować duży fragment wewnętrznej obwodnicy miasta, znacząco przyspieszyć budowę I linii warszawskiego metra i przygotować koncepcję budowy II linii oraz wybudować zagłębienie na Wisłostradzie.
Wraz z moimi współpracownikami duży nacisk kładliśmy na bezpieczeństwo miasta. Wyłożyliśmy pieniądze na budowę kompleksu mieszkalnego, co pozwoliło stołecznej policji zatrudnić 1200 dodatkowych funkcjonariuszy. Duże środki zainwestowaliśmy także w system monitoringu ulicznego, który znakomicie ułatwił pracę policji i straży miejskiej oraz poprawił bezpieczeństwo mieszkańców. Za punkt honoru postawiłem sobie wyeliminowanie spod dworców i lotniska mafii taksówkowej i ostatecznie po długich bojach dopiąłem swego. Po stronie swoich sukcesów mogę zapisać także skuteczne wyeliminowanie z warszawskich ulic nielegalnego handlu, który był prawdziwą plagą stolicy lat 90-tych.
Rzecz jasna nie wszystko co planowałem, udało się przeprowadzić. Na niektóre z planowanych przeze mnie zmian nie starczyło pieniędzy, na innych czasu, a jeszcze innym zabrakło politycznego poparcia warszawskich radnych. A jednak mam przekonanie że niecałe trzy lata mojej prezydentury w Warszawie były dla mojego miasta czasem prawdziwego inwestycyjnego boomu. Dlatego na to, co po sobie pozostawiłem patrzę nie tylko z podniesioną głową, ale z prawdziwą dumą.