„Dziady”, „Kordian” i „Nie-Boska Komedia” naszych wieszczów, „Trans-Atlantyk” Gombrowicza i – nomen omen – „Emigranci” Mrożka powstały na emigracji. Starczy dorzucić do tego Hôtel Lambert, Rząd Polski na uchodźstwie i Maisons-Laffitte, byśmy do tematu Emigracji (z wielkiej litery) podchodzili tak jak do narodowych powstań – na klęczkach.

REKLAMA
Ale temat polskiej emigracji zszedł z kart podręczników historii i bardzo nam się uwspółcześnił. Bo to ostatnia dekada właśnie przyniosła kolejną falę emigrowania – na rok, na dwa, a może na większość życia – związaną z naszym członkostwem w Unii Europejskiej.
I to ostatnia emigracja budzi teraz najżywsze rozmowy. Czy to dobrze, czy źle – że młodzi i często dobrze wykształceni Polacy wyjeżdżają? Jak się to wpływa na rozwój Polski? Na ile ta fala emigracji pogłębia nasze problemy demograficzne?
Myślę, że jednak plusy przeważają tu nad minusami.
Po pierwsze, jeśli nawet zgodzimy się, że ci młodzi emigranci nie zasilają teraz naszego solidarnościowego opartego na ZUS-ie systemu emerytalnego, to jednak – przyznajmy – na własne emerytury odłożą. A także dołożą swoją cegiełkę do solidarności pokoleniowej, bo – zapewne – za kilka lat w ramach takiej solidarności zaczną pomagać swoim rodzicom.
Po drugie, jeśli nawet trochę żal, że wykształceni u nas młodzi Polacy nie budują tu na miejscu naszego PKB, tylko zasilają gospodarki innych krajów, to trzeba też brać pod uwagę, że nie dla wszystkich byłaby teraz u nas praca. Być może ta emigracja ratuje nas przed scenariuszem hiszpańskim, gdzie połowa młodych po zakończeniu edukacji pozostaje bez pracy.
Po trzecie, cześć z nich tam popracuję, podszlifuje język, pozna know how tej czy innej dziedziny, zarobi i zaoszczędzi trochę pieniędzy, i z tym całym kapitałem wróci do Polski i uruchomi jakiś mały biznes. Martwmy się tylko o to, by polska upiorna biurokracja i fiskalizm nie podcięły im wtedy skrzydeł.
Przywołałem na wstępie „Emigrantów” Mrożka. Nawiązując do nich powiem, że najbardziej mnie cieszy to, że ta powstała dokładnie przed 40 laty sztuka całkowicie się dzisiaj zdezaktualizowała. Bo nie ma teraz takich naszych emigrantów. Sfrustrowanych, odseparowanych od świata, w którym się znaleźli. Dzisiejszy polski inteligent w Paryżu, Londynie czy Brukseli to raczej stypendysta wyższej uczelni, pracownik banku lub korporacji, albo urzędnik unijnych instytucji niż szukający wolności niespełniony twórca i po trosze kabotyn. Dzisiejszy polski robotnik „na Zachodzie” to raczej wysokiej klasy fachowiec w usługach budowlanych, hydraulicznych niż nie znający choćby słowa w obcym języku, prymitywny i dający się wykorzystywać „robol”.
Świat bardzo przyśpieszył. „Emigrantów” trzeba by dzisiaj pisać na nowo. Bo Mrożkowi bohaterowie – XX i AA – to postaci z innej epoki i z innego świata.