
Brytyjski Sąd Najwyższy uznał właśnie, że negocjacje w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej mogą się rozpocząć dopiero po decyzji parlamentu. Wcześniej taką samą decyzję w pierwszej instancji podjął Wysoki Trybunał. Rząd Teresy May ma większość w parlamencie i z pewnością bez kłopotu przeforsuje ustawę o rozpoczęciu Brexitu, ale cały proces może się opóźnić i ostatecznie mieć inny kształt, niż planował to brytyjski rząd. Tak, czy inaczej Brexit powoli staje się faktem. Jego opóźnienie można uznać za szczęście w nieszczęściu. Oczywiście w samej Unii nie brakuje zwolenników jak najszybszego rozpoczęcia całego procesu. Polska jednak powinna wykorzystać ten czas na przygotowanie scenariusza „pobrexitowego”. Na razie nie wygląda to dobrze.
Polska gospodarka i polskie firmy w kraju oraz te działające w Wielkiej Brytanii mogą bardzo ucierpieć. Rząd premier Beaty Szydło największy nacisk w tym momencie kładzie na ochronę praw polskich obywateli mieszkających na Wyspach. To bardzo ważne, aby Polacy przebywający tam na stałe mogli korzystać z usług publicznych takich jak ochrona zdrowia lub edukacja na takich samych zasadach, jak Brytyjczycy. Wydaje się jednak, że dla Londynu ta kwestia nie będzie stanowić większego problemu. Retoryka polityczna zderzy się w tej sprawie z rachunkiem ekonomicznym. Polscy imigranci to zysk dla brytyjskiej gospodarki. W moim przekonaniu ważne jest również dla naszych rodaków mieszkających w Zjednoczonym Królestwie zapewnienie połączenia gospodarczego z ojczyzną. Ryzyko, że to połączenie zostanie utracone jest bardzo duże.
