Ostatnie 200 lat to pozytywna anomalia gospodarcza. Standard życia w tym czasie polepszył nam się jak nigdy wcześniej. Czy będzie tak dalej i na ile wykorzystaliśmy ten ostatni złoty okres?

REKLAMA
Pop-kultura, nawet jeśli nie masowa, jest ważna. O tym, że coś idzie nie tak, śpiewał chociażby Kazik. 14 lat temu, a tekst jakże aktualny. Ostatnio nasze (niemiłe) społeczeństwo dosadnie kwituje Masłowska. Dosyć dobrze wiemy, skąd przychodzimy. Ale dokąd zmierzamy?
Jesteśmy rozpieszczeni rozwojem, który nauczyliśmy się definiować jako wzrost PKB r/r i przyzwyczailiśmy się do niedawnych wartości tego wskaźnika. Jednak ostatnie 200 lat to anomalia.
logo
Od 1800 roku polepszyło się nam, pesymistycznie licząc, 10-krotnie. Czyli przyjmując średnią długość życia na poziomie 60 lat, od narodzin do śmierci polepsza nam się około trzykrotnie. Nie chodzi tutaj wprost o wzrost dochodów każdego człowieka. Chodzi o to, że część osób, które dzisiaj noszą w kieszeni mały komputerek podłączony do Internetu urodziło się w domu bez prądu. To spora różnica. A moc obliczeniowa tego komputerka jest większa niż moc obliczeniowa pierwszych komputerów NASA.
Smutne jest w tym wszystkim to, że te kieszonkowe komputerki wykorzystujemy głównie do konsumowania śmiesznych kotów w Internecie. I do tego „musimy” je co dwa lata zmieniać. Po pierwsze dlatego, że komputerki się psują, a po drugie dlatego, że śmieszne koty są coraz bardziej zasobożerne. A żeby było nas stać na nowe komputerki musimy pracować, po kilka-kilkanaście godzin dziennie.
Powyższe spostrzeżenia wywołują u mnie przemyślenia dwojakiego rodzaju. Po pierwsze: przy takim postępie, jaki dokonał się w ciągu ostatnich 200 lat, chyba powinniśmy dzisiaj pracować nieco krócej niż te kilka(naście) godzin dziennie. Chyba spora część pary poszła jedna w gwizdek. A po drugie: może ten ostatni kryzys to wcale nie jest kryzys. Może to po prostu powolny powrót do normalności.