Dwa tygodnie temu obiecałem, że w kolejnym materiale przedstawię moją subiektywną ocenę trendów zachodzących w związkach partnerskich i małżeńskich, opisanych w artykule „Seryjnie zakochani – poznaj monogamistów, którzy wymyślili nowy trend w związkach”. Tekst jest autorstwa Pani Angeliki Kucińskiej i został opublikowany w październikowym wydaniu miesięcznika „Glamour”.

REKLAMA
Przypomnienie: trendy i cytaty
Na początek przypomnijmy same trendy:
1. Seryjna monogamia
2. Częstsze rozwody/rozstania, ale i częstsze, ponowne łączenie się w pary
3. Chęć „millenialsów” do okresu próbnego w małżeństwie – po 2 latach mogę zdecydować, czy chcę być z tym kimś na stałe czy też nie
4. Etc. w podobnym kontekście…
oraz wybrane cytaty/smaczki:
„Związki seryjne monogamistów wcale nie są gorsze, płytsze, mniej wartościowe – są po prostu krótsze. Co więcej, jedna z prognoz mówi o tym, że ich relacje będą lepsze i zdrowsze, tyle, że podskoczy również liczba rozwodów. To ma sens? Oczywiście.”
„(…) Bez społecznego sprzeciwu, bo nikt nie widzi w osobnym mieszkaniu niczego złego, a ci, którzy mieszkają oddzielnie, zapewniają, że związek na tym nie traci. Przeciwnie: zdaniem ekspertów niezależność w parze wzmacnia relację.”
„Nie potrzebujesz małżeństwa również do tego, żeby awansować w hierarchii społecznej. Skończyłaś dobre studia – masz dobrą pracę, więc odpowiedni status zapewnisz sobie sama. Seryjni monogamiści chcą ślubów, tyle, że od razu zakładają, że może ich być więcej niż jeden. Zachłanność? Realizm. I choć tym samym wysadzają w powietrze tradycyjne wyobrażenie o instytucji małżeństwa, w związki wchodzą z jedynego słusznego powodu – miłości.”
To teraz po kolei
I. Okres próbny w małżeństwie
Okres próbny w małżeństwie, którego podobno domagają się millenialiści, wymyślono już dawno. Nazywa się narzeczeństwem. Nie można zapomnieć również o okresie „przedpróbnym”, zwanym (przynajmniej kiedyś) „chodzeniem ze sobą”. Dobra wiadomość jest taka, że nikt nawet nie precyzuje, że ma on trwać 2 lata – millenialiści mają tutaj absolutną wolność wyboru. Choć może dla nich taka dowolność nie jest wcale dobrą wiadomością… Stąd powyższe roszczenie o okres próbny jest, przynamniej w mojej ocenie, trochę niezrozumiałe.
Co więcej, można przecież żyć z kimś bez ślubu, co w przypadku millenialistów oraz ich wartości opisanych w artykule, powinno być wręcz bardziej pożądaną opcją niż ślub. Tym bardziej trudno zrozumieć postulat…
Idąc dalej, po ślubie także można się rozstać, czego dopełnieniem jest rozwiązanie ważnego związku małżeńskiego przez sąd, zwane rozwodem. Po ślubie rozstać się można, choć trochę nie wypada gdyż:
II. Małżeństwo
„Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko pani młodej/pana młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.”

Co prawda w przysiędze cywilnej nie ma mowy o „aż do śmierci”, jednak wypowiadanie takich słów drugiej osobie „(…) od razu zakładają[c], że może ich [małżeństw] być więcej niż jeden”, jest w mojej opinii co najmniej niepoważne. Dziwić też się można osobie, która wchodzi w związek małżeński z kimś, kto już na etapie składania przysięgi czyni powyższe założenia. No chyba, że trafia swój na swego.
Nie warto wspominać nawet o tych millenialistach, którzy przy przytoczonych założeniach biorą ślub w Kościele łacińskim. Kłamią bowiem w żywe oczy.
Jakiś czas temu pisałem o tym, że uważam, iż homoseksualiści powinni móc zawierać związek skutkujący prawnie, bardzo podobnie do małżeństwa. Nie chciałbym jednak nazywać takiego związku małżeństwem – nie chciałbym, aby w Polsce istniała możliwość zawierania związków małżeńskich przez homoseksualistów.
Podobnie uważam w tym przypadku – niechaj wybrani millenialiści zawierają ze sobą dowolne związki oparte na różnych zasadach i założeniach. Niech tylko nie bezczeszczą przy tym związku małżeńskiego, szczególnie zawierając go w wersji kościelnej.
III. Rodzina
Treść (cywilnej) przysięgi małżeńskiej, moim zdaniem, dosyć jasno stanowi, że osoba przysięgająca zamierza założyć rodzinę. Rodzina natomiast to taki twór, który jest „najważniejszą, podstawową grupą społeczną, na której opiera się całe społeczeństwo” (Z. Tyszka, Rodzina w świecie współczesnym – jej znaczenie dla jednostki i społeczeństwa, [w:] Pedagogika Społeczna, pod red. T. Pilch, I. Leparczyk, wyd. Żak, Warszawa 1995, s. 137). Jako instytucja społeczna natomiast, rodzina spełnia następujące funkcje:
• „materialno-ekonomiczna (polega na zaspokajaniu przez rodzinę materialnych potrzeb jej członków)
• opiekuńczo-zabezpieczająca (stanowi materialne i fizyczne zabezpieczenie członków rodziny, którzy w pewnych okresach życia mają ograniczone możliwości samorealizacji, pozbawieni są środków do życia lub wymagają pomocy)
• prokreacyjna (polega na zaspokajaniu rodzicielskich potrzeb emocjonalnych – ojcostwa i macierzyństwa, pozwala na utrzymywanie biologicznej ciągłości rodziny i społeczeństwa)
• seksualna (zaspokajanie popędu seksualnego)
• legalizacyjno-kontrolna (sankcjonowanie postępowania członka rodziny przez rodzinę, nadzorowanie jego postępowania)
• socjalizacyjno-wychowawcza (wprowadzanie dziecka w świat kultury danego społeczeństwa)
• klasowa (określenie pozycji członków rodziny w strukturze społeczeństwa)
• kulturalna (zapoznawanie młodego pokolenia z dziejami kultury i jej trwałymi pomnikami, zachęcanie do aktywnego korzystania z wartości kulturalnych)
• rekreacyjno-towarzyska (umożliwia odzyskanie w domu rodzinnym wewnętrznej równowagi emocjonalnej)
• emocjonalno-ekspresyjna (zaspokaja emocjonalne potrzeby członków rodziny, sprzyja wyrażaniu osobowości, daje możliwość uzyskania kontaktu psychicznego)”
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_(socjologia)#Rodzina_jako_instytucja_spo.C5.82eczna)
Logika – przyczyna i skutek
Pozwolę sobie teraz na kilka wywodów logicznych i przyczyno-skutkowych:
1. Model życia opisany przez autorkę artykułu nie spełnia większości przytoczonych powyżej funkcji rodziny jako instytucji społecznej; oraz;
2. „Rodzina jest najważniejszą, podstawową grupą społeczną, na której opiera się cale społeczeństwo”; to;
3. Trendy opisane przez autorkę artykułu są złe dla społeczeństwa. Po prostu.
Autorka bezrefleksyjnie trendy te pochwala, a miejscami nawet agituje do podążania nimi. Pod słowem „bezrefleksyjnie” rozumiem przede wszystkim brak jasnego kryterium – takich zjawisk nie można, tak zwyczajnie, pochwalić lub ganić. Ja przyjąłem kryterium społeczeństwa i w tym właśnie kryterium trendy oceniam jako złe.
Ale mogą być one bardzo dobre dla jednostek, które nimi podążają. Osoby takie mogą czuć się lepiej w życiu, podążając w tym kierunku. Ich prawo, absolutnie tego nie zabraniam.
Co więcej, rozpowszechnianie się takich trendów może mieć pewne pozytywne konsekwencje. Na przykład może doprowadzić do spadku urodzeń, co w konsekwencji doprowadzi do wyludnienia Ziemi i wzrostu ilości dostępnych zasobów per capita. Przejściowo jednak doprowadzi do starzenia się społeczeństwa, co w obecnie rozpowszechnionym systemie emerytalnym może przysporzyć wielu trudności w utrzymywaniu osób w podeszłym wieku etc.
Jednak jeśli zakładamy, że samochód jest podstawą motoryzacji, a dla samochodu najważniejszy jest silnik i jednocześnie obserwujemy trend polegający na produkowaniu samochodów ze słabymi silnikami, to nie mówmy, że jest to dobre dla rozwoju motoryzacji. Bo nie jest.
Znam wielu singli lub, delikatniej mówiąc, osób podążających w mniejszym lub większym stopniu za trendami opisanymi w artykule. Nie gardzę nimi, nie wytykam palcami, a część wręcz lubię i to nawet z wzajemnością. Sam nie wiem, czy założę rodzinę. Ale nie przyklejam przy tym ani sobie, ani im łatki „Jesteś wyzwolonym singlem – jesteś cool dla społeczeństwa”. Bo nie jesteś.
Być może część z nas przyczyni się społeczeństwu na zupełniej innej płaszczyźnie niż rodzina. Osobiście chciałbym, bo mam poczucie, że od społeczeństwa więcej wziąłem niż mu dałem. Na szczęście, według rachunku prawdopodobieństwa, mam jeszcze trochę czasu na spłatę długu.