Pisząc ten tekst, siedzę w restauracji w Ustce. Patrzę na morze, popijam wino. Jest miło. Tu mam mniej bodźców i więcej przemyśleń.
REKLAMA
Widać kryzys
W porównaniu z zeszłym rokiem, nad Bałtykiem jest zdecydowanie mniej wczasowiczów. Jestem tu od soboty (jest czwartek), byłem w kilku kurortach. Co więcej, w porównaniu do zeszłego roku, średnia wieku przesunęła się o dobrych kilkanaście lat w górę, co potwierdzałoby, że ciężkie czasu uderzają głównie w ludzi młodych. Trudno też nad morzem zjeść naprawdę dobry obiad – właśnie udało mi się to pierwszy raz (od 5 dni). Restauracje wydają się iść w ilość, a przynajmniej w „taniość”. A wczasowiczom wydaje się to nie przeszkadzać…
Trochę widać też rozwarstwienie, ale może było je widać zawsze. W Ustce na przykład jest jeden hotel, gdzie wszystko jest ładne, smaczne, kulturalne. Przed hotelem stoją dobre samochody, czasami zagraniczne. Przy śniadaniu jednak niektóre pary spędzają czas raczej ze swoimi telefonami, niż ze sobą nawzajem. Coś na coś. Z drugiej strony, sam przyjeżdżam tam co rano, żeby popracować te kilka godzin dziennie w miejscu, gdzie nie muszę się martwić o Internet.
Kapitalizm nad morze dociera powoli
Nad morzem jest mało jednoosobowych pokoi, a jak już są, to z reguły zajęte. W związku z tym trzeba brać cokolwiek – np. pokoje dwu-, trzyosobowe i spać tam w pojedynkę. Czasami jedną noc, bo zmieniam miejscowości. Co ciekawe, wynajęcie pokoju na jedną noc w roku, w którym tabliczki „wolne pokoje” widać co kilkadziesiąt metrów, nie jest wcale takie proste.
We Władysławowie na przykład pani, która akurat dysponowała wolnym trzyosobowym pokojem nie była zbyt chętna, aby mi go wynająć na jedną noc za 105 zł. W moim świecie, posprzątanie pokoju i wypranie pościeli po jednej nocy za 105 zł się opłaca. Zwłaszcza w słabym roku. Sam jeszcze 2 lata temu „brałem wszystko” (oczywiście w innej branży). Mój znajomy twierdzi, że jak jest słaby rok, to ci ludzie znad morza i tak wiedzą, że tym razem im się „nie zepnie”, więc nie chce im się prać pościeli za 105 zł. Powodu różnicy między podejściem moim a ich upatruje w tym, że dostałem od losu mocny charakter. Nie wiem, dla mnie to po prostu zdrowy rozsądek.
Ale chęć zarabiania i customer care to w ogóle pojęcia dość obce nad polskim Bałtykiem. W sklepie są torebki foliowe, ale nie ma usługi pakowania. Jest otwieracz do piwa, ale nie ma usługi otwierania. A w pensjonacie, w którym mieszkam, jest deska do prasowania i żelazko, ale nie ma usługi prasowania. Tam, wiem, że już nie wrócę. Wiem też, że wrócę do tego hotelu, gdzie są dobre śniadania, drogie samochody i szybki Internet, mimo że kosztuje ponad 3 razy więcej. Dziwne, że panie z „mojego” pensjonatu tego nie wiedzą…
Być czy mieć
Po wybrzeżu jeżdżę samochodem, za którym oglądają się wszyscy. A jak jestem „na trasie”, to inne samochody zjeżdżają delikatnie na pobocze. To właśnie miał powodować i to właśnie powoduje – 120% sukcesu. Obejrzałem filmik Walkiewicza i postanowiłem spełnić swoje kolejne marzenie – on dowiedział się, jak to jest mieć kampera, ja wiem, jak to jest mieć taki samochód.
Z drugiej strony jednak, szukam jednoosobowych pokoi, pracuję po 4-5 godzin dziennie (głównie dzwoniąc i mailując), a w „przyplażowej” restauracji piszę artykuły do mediów. I mijam rodziny, pary, szczęśliwe, przeważnie w gorszych samochodach, gorszych hotelach i gorszych restauracjach.
Tak wybrałem. I z całą pewnością najbardziej w tym wszystkim cieszy mnie, że mogłem wybrać, wybrałem i zrealizowałem to, co wybrałem. To się nazywa skuteczność. Czasami zastanawiam się, czy te pary i rodziny myślą o sobie bardziej w kategorii „wybrałem”, czy „tak się potoczyło”. Ja nie lubię słów „tak się potoczyło”.
***
O tym właśnie będzie ten blog. O ludziach, o świecie, o gospodarce w skali mikro, o pracy. Ale czasami też o wartościach, pasjach, marzeniach. O tym, co według mnie ważne. Będzie felietonowo, często z konkluzją pozostawioną Czytelnikowi.
