Jakiś czas temu, na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się Konferencja „Społeczna odpowiedzialność biznesu – perspektywa pracownika”, będąca podsumowaniem 2-letniego badania przeprowadzonego przez tenże Wydział we współpracy z Forum Związków Zawodowych (formalnie chyba odwrotnie) za pieniądze unijne.
REKLAMA
Powstał też raport. Konferencja miała trzy bloki tematyczne:
- Równowaga pomiędzy pracą zawodową a życiem prywatnym;
- Zaangażowanie, rozwój i kontrola pracowników;
- Dyskryminacja w miejscu pracy i zapobieganie jej.
- Równowaga pomiędzy pracą zawodową a życiem prywatnym;
- Zaangażowanie, rozwój i kontrola pracowników;
- Dyskryminacja w miejscu pracy i zapobieganie jej.
Niestety, uczestniczyć mogłem tylko w dwóch pierwszych blokach, później musiałem nauczać o obligacjach.
W ramach pierwszego bloku zaprezentowano kilka istotnych wyników (wszystko wg stanu na wrzesień 2012):
- Ok. 26% badanych zgada się lub zdecydowanie się zgadza, że duża ilość czasu poświęcanego na pracę negatywnie wpływa na ich życie prywatne;
- Ok. 29% badanych zgada się lub zdecydowanie się zgadza, że przeszkadza im, że często muszą rezygnować z ważnych planów prywatnych z powodu pracy;
- „Aż” 40% badanych musi odbierać w czasie prywatnym telefony i e-maile dotyczące pracy;
- Ok. 28% po pracy czuje się tak zmęczonymi, że nie mogą w pełni korzystać z życia;
- Ok. 27% po powrocie do domu martwi wiele spraw związanych z pracą;
- W ok. 62% badanych firm stosuje się zatrudnienie na podstawie innych umów niż umowa o pracę, a przy tym bardzo często pracownicy „nieetatowi” traktowani są przez pracodawcę inaczej niż „etatowi” (w branży transportu lotniczego różnicowanie potrafi nawet przybierać formę innych strojów służbowych).
- Ok. 26% badanych zgada się lub zdecydowanie się zgadza, że duża ilość czasu poświęcanego na pracę negatywnie wpływa na ich życie prywatne;
- Ok. 29% badanych zgada się lub zdecydowanie się zgadza, że przeszkadza im, że często muszą rezygnować z ważnych planów prywatnych z powodu pracy;
- „Aż” 40% badanych musi odbierać w czasie prywatnym telefony i e-maile dotyczące pracy;
- Ok. 28% po pracy czuje się tak zmęczonymi, że nie mogą w pełni korzystać z życia;
- Ok. 27% po powrocie do domu martwi wiele spraw związanych z pracą;
- W ok. 62% badanych firm stosuje się zatrudnienie na podstawie innych umów niż umowa o pracę, a przy tym bardzo często pracownicy „nieetatowi” traktowani są przez pracodawcę inaczej niż „etatowi” (w branży transportu lotniczego różnicowanie potrafi nawet przybierać formę innych strojów służbowych).
Drugi blok był zdecydowanie mniej kontrowersyjny. Wynikało z niego na przykład, że pracownicy chcą się rozwijać ale oczekują w tym zakresie inicjatywy pracodawcy (!), a pracodawcy chcą, żeby pracownicy się rozwijali ale niechętnie za to płacą i nie zawsze awansują „rozwiniętych” pracowników. Dla mnie osobiście, nic nowego.
W ramach pierwszego bloku jednym z panelistów, z ramienia Forum Związków Zawodowych, był Tadeusz Chwałka. Pan Chwałka odniósł się do projektu ustawy wprowadzającej elastyczny czas pracy (o moim stosunku do tej propozycji pisałem tutaj http://innowacje.info/?p=295). Zwrócił uwagę na różnice pomiędzy aktualnym projektem poselskim a projektem dyskutowanym ze związkami (do których to ewentualnych różnic trudno mi się odnieść), polegające między innymi na tym, że na podstawie projektu poselskiego będzie możliwa praca „przez 13 godzin przez kolejnych 12 dni w tygodniu” (domyślam się, że po 13 godzin dziennie) oraz rozpoczynanie pracy o 6 i kończenie o 23, dzięki 4-godzinnej przerwie w ciągu dnia.
Ja osobiście się cieszę, jak mam na tyle dużo pracy, że rozpoczynam ją o 6 a kończę o 23 (nawet bez 4-godzinnej przerwy), jak muszę „rezygnować z ważnych planów prywatnych z powodu pracy”, muszę „odbierać w czasie prywatnym telefony i e-maile dotyczące pracy”, jak „po powrocie do domu martwi mnie wiele spraw związanych z pracą”. I nie przeszkadza mi nawet, że czasami „duża ilość czasu poświęcanego na pracę negatywnie wpływa na moje życie prywatne” ani też to, że „po pracy czuję się tak zmęczony, że nie mogę w pełni korzystać z życia”. Cieszę się, bo jak mam dużo pracy, to dużo zarabiam, a jak dużo zarabiam, to potem mogę mniej pracować i mniej zarabiać, albo wybierać sobie pracę, albo pracować tyle samo, albo nawet więcej i jeszcze więcej zarabiać. Ale „mogę” i właśnie to „mogę” mnie cieszy. Być może jestem z pokolenia, które jeszcze nie doczekało się swojej literki.
Na początku swojej wypowiedzi Pan Chwałka zwrócił uwagę na to, że musimy osadzić się w realiach. W realiach Polski na początku 2-go kwartału 2013 roku. I niestety, w moim odczuciu, swojej obietnicy nie zrealizował, gdyż jedynym jego odniesieniem było nawiązanie do projektu ustawy. A moje odniesienia są inne. Jak w grudniu 2012 szukałem wśród studentów SGH osób, które za 400-500 złotych napiszą 12 stron tekstu na podstawie raportów znalezionych przez nich wcześniej w Internecie, to nie znalazłem. A ostatnio w mojej rodzinnej miejscowości pod Łodzią, w której wszyscy narzekają na brak pracy, nie znalazłem 2 młodych chłopaków, którzy pojechaliby do Niemiec na kilka dni, żeby rozebrać podłogę w hali to squasha. A jak by się sprawdzili, to potem pojechaliby jeszcze do Katowic, żeby tę samą podłogę założyć (wszystkie wycieczki i noclegi oczywiście na koszt pracodawcy). Ale być może wszyscy młodzi chłopacy w moim rodzinnym mieście są akurat strasznie zapracowani…
Jak już wcześniej wspomniałem mnie cieszy, jak mogę. A moi studenci pytają, czy mogą. Zapytali mnie na przykład, czy mogą sprzedać kupione wcześniej obligacje przed „redemption date”. Albo pójść do emitenta z pytaniem o wcześniejszy wykup. Jakby w ogóle nie wiedzieli, albo raczej nie czuli, co to jest prawo własności. I jakież było ich zdziwienie, gdy odpowiedziałem im, że gdybym to ja był emitentem (graliśmy w taką grę, że ja emituję a oni kupują, bo tak łatwiej zrozumieć niż na pojęciach abstrakcyjnych), to oczywiście wykupiłbym od nich swoją obligację przed „redemption date” ale zaproponowałbym cenę niższą niż „par value”. Bo przecież nawet gdybym nie miał pieniędzy na wykup, to wyemitowałbym nowe obligacje na tę niższą od „par value” ustaloną cenę wykupu obligacji wcześniejszych i zaoszczędziłbym (w stosunku do pierwotnie planowanych kosztów) na swoim długu, a być może nawet zarobił. I mam taką obawę, że studenci, którzy pytają, czy „mogą sprzedać obligacje”, staną się później pracownikami, którzy „będą chcieli się rozwijać ale będą oczekiwali w tym zakresie inicjatywy pracodawcy”.
Ten z pozoru chaotyczny artykuł spiąć można wypowiedzią Prof. Wojciecha Gasparskiego z Konferencji. Bo przecież Ci studenci za kilka lat będą respondentami tego badania. Bo przecież praca nie jest wyabstrahowanym bytem w naszym życiu, a czas poświęcany na pracę nie jest wyabstrahowanym czasem. To uwarunkowania kulturowe i środowiskowe, rodzinne determinują, jakimi jesteśmy ludźmi. A to jakimi jesteśmy ludźmi, determinuje jakimi jesteśmy pracownikami. A to wszystko razem determinuje ile czasu poświęcimy na element systemu o nazwie „nasze życie”, który to element nazywa się „nasza praca”. I na co w tej „naszej pracy” się zgodzimy. I co nas w niej będzie cieszyło.
Życzyłbym (nie komuś, tak ogólnie) studentów, którzy nie pytają, czy mogą i pracowników, którzy nie oczekują inicjatywy i cieszą się z dużej ilości pracy. Bo w takim świecie będziemy mieli też dobrych pracodawców – właśnie tych studentów; i tych pracowników.
