Tym razem hejty poleciały pod tekstem o rachunku ekonomicznym w życiu. Był też jeden „hejt” bardziej ustrukturyzowany – w postaci artykułu Pana Michała Fala. Tym razem: kilka słów polemiki z Panem Michałem oraz innymi komentatorami.
REKLAMA
Chodzi o ten tekst. Odpowiadając Panu Michałowi, także postaram się korespondować z przyjętą przez niego konwencją.
Greed is, just is.
Choć Pan Fal przytacza słowa „Greed is good” bardziej jako cytat z filmu, pozwalam sobie na poniższy komentarz, gdyż postawy jakim poniżej kontrargumentuję pojawiały się w wielu komentarzach Czytelników.
Choć Pan Fal przytacza słowa „Greed is good” bardziej jako cytat z filmu, pozwalam sobie na poniższy komentarz, gdyż postawy jakim poniżej kontrargumentuję pojawiały się w wielu komentarzach Czytelników.
Przeczytałem swój tekst wiele razy. Kilka razy przed opublikowaniem, kilkanaście razy po opublikowaniu, w trakcie czytania komentarzy Czytelników. I nie znalazłem w nim pochwały dla prezentowanego podejścia. Ja po prostu prezentuję swoje podejście, swój sposób rozumienia i postrzegania pewnych zjawisk oraz swój sposób występowania w pewnych okolicznościach, relacjach. Nigdzie go nie pochwalam, nigdzie też go nie ganię. Dlaczego? Bo w tym kontekście w ogóle trudno mi znaleźć zastosowanie dla pojęć „dobry” lub „zły”.
Tezy swojego artykułu rozpatrywałbym raczej w kontekście: po pierwsze: skuteczności dla mnie samego; po drugie: (nie)krzywdzenia innych; ew. po trzecie: przydatności dla społeczeństwa. Wg mnie moje podejście jest skuteczne. Gdybym uważał, że jest nieskuteczne a dalej bym je stosował to wprost znaczyłoby to, że jestem idiotą, przynajmniej w mojej ocenie. Wg mnie, moje podejście nie jest też krzywdzące dla innych.
Są na to dwa dowody: empiryczny i teoretyczny. Empiryczny: mam przyjaciół. Miałem przed publikacją tekstu, wciąż mam po publikacji (chociaż to dopiero tydzień, więc oczywiście jeszcze wszystko przede mną). Teoretyczny: w samej idei analizy ekonomicznej upatruję konieczności brania pod uwagę potrzeb innych ludzi. Bo jak zacznę ich naprawdę wykorzystywać, to oni się ode mnie odwrócą i „po kontrakcie” (trzymając się przyjętej przeze mnie wcześniej nomenklatury).
To działa także odwrotnie. Wyjaśniam to, przynajmniej tak mi się wydawało, w ostatnim akapicie mojego tekstu: „Do wykorzystywania ludzi w tytule zachęcam oczywiście pół żartem. Ale też z drugiej strony, pół serio. Opowiadam się bowiem za robieniem tego, co powszechnie uważane jest, szczególnie w naszej kulturze, za wykorzystywanie a czego ja w ten sposób absolutnie nie postrzegam.”. Ja się za czymś opowiadam, ale ani nie oceniam (ani pozytywnie, ani negatywnie), ani nawet nie zachęcam, a przynajmniej zachęcanie nie jest moim podstawowym celem. Wreszcie trzeci aspekt – (nie)przydatność mojego podejścia dla społeczeństwa. To chyba najłatwiej udowodnić. Różnorodność (w tym przypadku podejść, światopoglądów) niemal zawsze jest czymś pozytywnym.
Nic nowego
W tej części artykułu chciałbym odnieść się do poniższego akapitu (bo tak bardziej ogólnie: jeśli to nic nowego, to o co w ogóle tyle szumu?):
„We wpisie Szwarcbacha ciekawe jest jednak to, że pusząc się swoim SGH-owskim i trzeźwym (czyli turbo-kapitalistycznym) podejściem do życia, z i stara się uczynić cnotę i powód do chwały: – zdaje się mówić, przekonując, że wykorzystywanie innych jest lepsze niż hipokryzja.”
W tej części artykułu chciałbym odnieść się do poniższego akapitu (bo tak bardziej ogólnie: jeśli to nic nowego, to o co w ogóle tyle szumu?):
„We wpisie Szwarcbacha ciekawe jest jednak to, że pusząc się swoim SGH-owskim i trzeźwym (czyli turbo-kapitalistycznym) podejściem do życia, z i stara się uczynić cnotę i powód do chwały: – zdaje się mówić, przekonując, że wykorzystywanie innych jest lepsze niż hipokryzja.”
To w punkcikach:
1. Napisałem, że spotkałem się z opinią, że SGHowcy są inni i ja owszem czuję się inny, ale wcale nie gorszy. Wg mnie od tych słów do „puszenia się” jest jeszcze długa droga.
2. Z wyrachowania i interesowności nie staram się uczynić cnoty, napisałem jedynie, że uważam je za coś naturalnego nam wszystkim – to już wyjaśniałem powyżej.
3. Tak, naturalne wykorzystywanie innych, w takim rozumieniu, w którym je przedstawiłem, a więc robienie rzeczy, które są powszechnie nazywane wykorzystywaniem, a których ja za wykorzystywanie nie uważam, uważam za lepsze niż hipokryzja. To napisałem, to podtrzymuję.
Współczucie i przerażenie
Za współczucie dziękuję, nie potrzeba. Oba zupełnie szczerze. Dziękuję za współczucie bo to pozytywna emocja pod moim adresem. Zdecydowanie bardziej pozytywna niż na przykład rada, abym się zabił, która też padła w którymś komentarzu, akurat nie pod przedmiotowym tekstem. „Nie potrzeba” też szczerze, bo czuję się dobrze. Teraz uwaga: to znaczy jedynie, że ja z moim podejściem, czuję się dobrze. Nie oznacza to w szczególności żadnego z poniższych:
Za współczucie dziękuję, nie potrzeba. Oba zupełnie szczerze. Dziękuję za współczucie bo to pozytywna emocja pod moim adresem. Zdecydowanie bardziej pozytywna niż na przykład rada, abym się zabił, która też padła w którymś komentarzu, akurat nie pod przedmiotowym tekstem. „Nie potrzeba” też szczerze, bo czuję się dobrze. Teraz uwaga: to znaczy jedynie, że ja z moim podejściem, czuję się dobrze. Nie oznacza to w szczególności żadnego z poniższych:
1. Uważam, że moje podejście jest dobre.
2. Uważam, że ktoś inny stosując moje podejście czułby się dobrze.
3. Uważam, że ja stosując podejście inne od mojego czułbym się dobrze.
2. Uważam, że ktoś inny stosując moje podejście czułby się dobrze.
3. Uważam, że ja stosując podejście inne od mojego czułbym się dobrze.
Niech może każdy po prostu stosuje swoje podejście tak długo, jak czuje się z nim dobrze.
Co się natomiast tyczy przerażenia, ja go nie czuję. To, że mnie nie przeraża moje podejście jest dosyć oczywiste. Ale wg mnie moje podejście w ogóle nie „powinno” przerażać (bardzo nie lubię słowa „powinno” ale nie znajduję tutaj bardziej adekwatnego). „(…) żyjemy w czasach, w których logika rynkowa zagarnia coraz to nowe obszary rzeczywistości” – wg mnie po pierwsze nie zagarnia coraz to nowe obszary, tylko logika rynkowa po prostu jest tam obecna od zawsze. I to nie jest powód do przerażenia, nawet lekkiego. Mnie bardziej przerażają te obszary, gdzie logiki rynkowej nie ma. Na przykład przeraża mnie to, że uczciwie pracujący człowiek nie mający oszczędności między innymi dlatego, że musiał całe życie płacić wysokie podatki i ZUS, dzisiaj jak idzie do lekarza, to słyszy, że pierwszy wolny termin jest w przyszłym roku bo na ten to się już punkty skończyły. Ale każdego przeraża coś innego…
O Romea i Julią, Matkę Teresę (to faktycznie niefortunny przykład co zauważył już ktoś z komentujących) oraz twórców wierszy i piosenek o miłości też bym się nie obawiał. Oni tak łatwo nie wyginą. I całe szczęście, bo w różnorodności siła.
O Romea i Julią, Matkę Teresę (to faktycznie niefortunny przykład co zauważył już ktoś z komentujących) oraz twórców wierszy i piosenek o miłości też bym się nie obawiał. Oni tak łatwo nie wyginą. I całe szczęście, bo w różnorodności siła.
Bardziej ogólnie
Po pierwsze i najważniejsze: dziękuję za wszystkie komentarze. Naprawdę. W samych komentarzach budujące jest to, że pojawia się coraz więcej komentarzy pozytywnych, a przynajmniej wyważonych i merytorycznych. Moją najważniejszą odpowiedź już przedstawiłem. Składa się ona z kilku części:
1. Nie uważam, że moje podejście jest najlepszym z możliwych ani nawet, że jest dobre.
2. Tak, uważam, że jest naturalne.
3. Nikogo do niego nie przekonuję, a już na pewno nie na siłę.
2. Tak, uważam, że jest naturalne.
3. Nikogo do niego nie przekonuję, a już na pewno nie na siłę.
Moje najciekawsze spostrzeżenie na temat komentarzy jest jednak inne. Pod moim ostatnim tekstem przeważają komentarze negatywne. Właściwie, pod każdym moim tekstem przeważają komentarze negatywne. A pod tekstem Pana Fala, który stoi do mojego w wyraźnej opozycji… też przeważają komentarze negatywne. A przynajmniej jest ich bardzo dużo (trzeba by policzyć, czy przeważają). Taka chyba specyfika. I ponownie – ani ta specyfika zła, ani dobra. Naturalna. Człowiek czuje większą potrzebę przedstawienia swojego zdania wtedy, gdy się z czymś nie zgadza niż wtedy, gdy się zgadza.
