O autorze
Paweł Szwarcbach jest członkiem Stowarzyszenia Mensa Polska, w latach 2012-2014 pełnił także funkcję Członka Zarządu – Koordynatora ds. Rozwoju. Obecnie doktoryzuje się z zarządzania na SGH, prowadzi zajęcia na jednej z warszawskich uczelni. Od 5 lat prowadzi działalność consultingową – zajmuje się głównie optymalizacją procesów i zasobów ludzkich w przedsiębiorstwach usługowych. Uczestniczył zarówno w otwieraniu jak i zamykaniu kilku przedsięwzięć. Pisze o gospodarce, zarządzaniu, ludziach. Przede wszystkim o ludziach.

Śledź mnie na: Google+, Twitter i Facebook.

Dyskryminacja jako święte prawo pracodawcy

Wczoraj poznałem Annę. Anna prowadzi firmę, w której permanentnie, świadomie i skutecznie dyskryminuje mężczyzn. Wszystkich. Nie zatrudnia ani jednego. Nie mam pewności, czy Anna robi słusznie, ale gratuluję jej sukcesu.


Anna prowadzi firmę usługową, której przewaga opiera się na wykształceniu, doświadczeniu oraz pewnych szczególnych umiejętnościach pracowników. Więc nie – nie chodzi o najstarszy zawód świata. I Anna jakiś czemu temu, głównie na podstawie swojej wiedzy, uznała, że do wykonywania tej właśnie pracy, do wykonywania tych właśnie usług, które jej firma świadczy, nadawały się będą bardziej kobiety niż mężczyźni. I mężczyzn nie zatrudnia. Podobno kilka razy próbowała i tylko utwierdziła się w swojej racji. Ja nie wiem, nie znam się na tym, co robi Anna. Ale skoro Anna się na tym za (o czym świadczy fakt, że prowadzi firmę już długo i z sukcesami) oraz skoro sprawdziła empirycznie, to można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że ma rację.

„Prześladowanie poszczególnych osób lub grup społecznych albo ograniczanie ich praw ze względu na rasę, narodowość, wyznanie, płeć itp.” – to słownikowa definicja dyskryminacji. Wedle tej definicji, Anna w swojej firmie mężczyzn dyskryminuje i to w najwyższym możliwym stopniu – nie zatrudnia ich w ogóle! Nie robi np. tak, że ich zatrudnia ale mniej płaci. Albo zatrudnia i więcej wymaga. Albo zatrudnia ale trzyma w osobnych pokojach. Do firmy Anny mężczyźni nie mają po prostu prawa wstępu (w charakterze pracowników).

Ale spróbujmy spojrzeć na sprawę z perspektywy Anny. Anna kilka lat temu zaryzykowała i założyła swoją firmę. Zrezygnowała ze stosunkowo pewnej posady na rzecz niepewnego jutra. Miała zapewne swoje powody. Z pewnością ciężko harowała (bo pewnie to, co wtedy robiła trudno jeszcze nazywać pracą) rozkręcając swoją firmę. Dużo zainwestowała. I dużo ryzykowała. Z pewnością nie przespała wielu nocy. Miała pomysł na siebie i firmę, i wdrożyła go w życie. Jednym z elementów składowych pomysłu było niezatrudnianie mężczyzn – Anna wierzyła, że w ten sposób firma będzie lepiej działała.


Gratuluję Annie sukcesu i nie mam nic przeciwko stosowanej przez nią dyskryminacji. W końcu to jej własna, osobista, prywatna firma, na którą ciężko zapracowała i może sobie w niej zatrudniać i nie zatrudniać kogo tylko zechce. No chyba że postanowiłaby nie zatrudniać kobiet. Wtedy nie pozostałoby mi nic innego, jak tylko kategorycznie ją potępić.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...