PILNE Nurkowie odnaleźli w jeziorze ciało Piotra Staraka
O autorze
Paweł Szwarcbach jest członkiem Stowarzyszenia Mensa Polska, w latach 2012-2014 pełnił także funkcję Członka Zarządu – Koordynatora ds. Rozwoju. Obecnie doktoryzuje się z zarządzania na SGH, prowadzi zajęcia na jednej z warszawskich uczelni. Od 5 lat prowadzi działalność consultingową – zajmuje się głównie optymalizacją procesów i zasobów ludzkich w przedsiębiorstwach usługowych. Uczestniczył zarówno w otwieraniu jak i zamykaniu kilku przedsięwzięć. Pisze o gospodarce, zarządzaniu, ludziach. Przede wszystkim o ludziach.

Śledź mnie na: Google+, Twitter i Facebook.

Pieniądze szczęścia nie dają. Zasadniczo, nie dają niczego.

Oczyma wyobraźni już widzę komentarze o tym, że piszę o takich „oczywistych oczywistościach”, że powinienem co najmniej wstydzić się je pisać, a jak już je napisałem, to przynajmniej Na Temat powinno wstydzić się je opublikować. Jednak życie po raz kolejny dowiodło czegoś innego. Dowiodło, że rzeczy nienazwane nie istnieją.


Jakiś czas temu w Polsce pojawił się domokrążca. Chodził od domu do domu i sprzedawał kartki papieru. A ludzie płacili za te kartki papieru jak za złoto. Płacili tak dużo dlatego, że na tych kartach papieru było napisane, że one reprezentują złoto. Jednak dziwnym trafem nikt z kupujących nie zastanowił się, że dał się namówić na kupno kartki papieru w cenie złota.


Chodzi oczywiście o Amber Gold. I oczywiście powyższy akapit jest pewnym uproszczeniem, ale niewielkim. Amber Gold co prawda „sama nie chodziła” od domu do domu, ale kupiła sobie media, które chodziły za nią a z drugiej strony rozstawiła się w miejscach, gdzie ludzie do niej sami przychodzili. Ale takim domokrążcą sprzedającym kartki papieru w cenie złota mógł (i co więcej wciąż może, choć pewnie już zdecydowanie trudniej będzie znaleźć nabywców) zostać każdy z nas. Zasoby potrzebne do zostania domokrążcą sprzedającym kartki papieru w cenie złota są nieduże: jakiś komputer, trochę kartek papieru, drukarka i dobra gadka. Z czego trzech pierwszych nie musimy nawet posiadać, możemy przecież odpłatnie użytkować.

Z tej opowieści płyną przynajmniej dwa wnioski: o ludzkiej naiwności i o wartości kartki papieru. Ludzką naiwność można po części usprawiedliwić, bo żyjemy dziś w moim odczuciu w społeczeństwie bardzo umownym. Umawiamy się na to, że kliknięcie w „zaakceptuj zaproszenie do grona znajomych” powiększa nasze grono przyjaciół. Umawiamy się na to, że jak grupa specjalistów od oceny ryzyka zdecyduje o kupnie samochodu, który następnie pozwoli nam odpłatnie użytkować, to my ten samochód posiadamy. Umawiamy się wreszcie na to, że jakieś tam cyferki wyświetlające się na ekranie komputera po uprzednim wpisaniu na klawiaturze tego samego komputera jakichś innych cyferek stanowią o naszej majętności. Ta ostatnia umowa prowadzi do wniosku o wartości kartki papieru.


Otóż pieniądze są takimi samymi kartkami papieru, jak te kartki, które po cenie złota sprzedawał Amber Gold. One są bezwartościowe. Jak przyjdzie co do czego, na przykład wojna do epidemii, czy inny krach systemów informatycznych, to tymi kartkami papieru będziemy mogli sobie co najwyżej podetrzeć pewną część ciała ale też wyłącznie kartkami, bo już monety czy tym bardziej kawałek plastiku nie zaspokoją nawet tej naszej potrzeby. Nie zachęcam do ucieczki od pieniądza, ale zachęcam, żeby mieć tego świadomość. Co ciekawe, jak miałem w zeszłym semestrze wykład o banku centralnym, który rozpoczynał się historią pieniądza i próbowałem przekonać studentów, że pieniądz jest dobrem bezwartościowym posiadającym jedynie wartość umowną to trafiałem w większości przypadków na straszny opór. Nie pomógł nawet dowód logiczny w postaci tego, że do produkcji pieniądza wystarczy drukarka, tusz i kartki papieru, co właśnie świadczy o jego (pieniądza) małej wartości. A w dzisiejszych czasach to do „produkcji” pieniądza wystarczy w zasadzie dobry hacker.

Ale tak długo jak ta umowa działa, to pieniądz jest przynajmniej dobrym miernikiem wartości. Czy aby na pewno? W weekend majowy oglądałem z moim serdecznym przyjacielem zawody w Snookera. Nie pamiętam, jakie nagrody zdobywali zwycięzcy ale strzelam gdzieś pomiędzy dużymi dziesiątkami a małymi setkami tysięcy dolarów. A z drugiej strony mamy śmieciarza i jego wynagrodzenie. I jak tu pieniądz, czy bardziej ogólnie, rynek, sprawdza się w roli organu wyceniającego wartość? Z jednej strony snookerzysta wygrywający turniej na światowym poziomie musiał zainwestować w doskonalenie swojej „pracy” nieporównywalnie więcej czasu, niż śmieciarz w doskonalenie swojej. I z tego powodu ja osobiście i subiektywnie daję mu moralne prawo otrzymywania wynagrodzenia nieporównywalnie większego niż otrzymuje śmieciarz. Bo śmieciarz nie miał tyle samodyscypliny oraz nie poświęcił tylu innych dziedzin życia, ile musiał poświęcić światowej klasy snookerzysta. Z drugiej strony, jeśli rozpatrzymy użyteczność „pracy” snookerzysty i śmieciarza dla społeczeństwa, to oczywiście wnioski wyjdą zupełnie odwrotne. Spieszę przy tym poinformować, że nie zostałem fanem gospodarki centralnie planowanej – jestem tak samo przeciwny każdemu z poniżej przedstawionych rozwiązań (i wszelkich im podobnym):

1. Żeby państwo zaczęło regulować wynagrodzenia śmieciarzy.
2. Żeby państwo zaczęło regulować nagrody w konkursach snookerowych.
3. Żeby państwo zaczęło regulować podaż śmieciarzy.
4. Żeby państwo zaczęło regulować podaż snookerzystów.
5. Żeby państwo zaczęło regulować popyt na śmieciarzy.
6. Żeby państwo zaczęło regulować popyt na snookerzystów.

Po prostu mam w związku z przytoczonym powyżej przykładem poczucie, które najlepiej kwituje anegdota opowiadana przez mojego nauczyciela matematyki z liceum: „W momentach takich jak ten przychodzi mi na myśl jedynie wielkopolski [nie mam pojęcia, dlaczego akurat wielkopolski] kawał o prostytutce i muzyce – k**** coś tu nie gra”.

Tak, wszystko powyższe to oczywistości. Ale mam takie poczucie, że dobrze jest co jakiś czas zatrzymać życie na 10 minut i sobie te oczywistości uświadomić. Chociażby po to, żeby za jakiś czas nie przechytrzył nas jakiś kolejny domokrążca.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

AFERA PIEBIAKA

0 0#PiebiakGate to już zbyt wiele. Zbigniewie Ziobro, czas podać się do dymisji!
0 0O co chodzi w aferze z "Emilią" i Piebiakiem? Trzy najbardziej szokujące wątki
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"