Kiedy kilka lat temu byłem w USA odniosłem wrażenie, że panuje tam system silnie klasowy – podziały w społeczeństwie są bardzo wyraźne a co więcej, jest praktycznie niemożliwe, aby osoba urodzona w danej klasie zdołała zmienić swój status. Jednak ludzie tak bardzo chcą się tam osiedlać, że kraj ten postanowił bronić się przed imigrantami…
REKLAMA
Kiedy byłem w Stanach w ramach programu Work and Travel, w ciągu 2,5 miesiąca jako najniżej wykwalikowany robotnik zarobiłem na: opłatę wizową, koszty programu, przelot w obie strony, utrzymanie na miejscu, kilka wycieczek, trochę zakupów i jeszcze przywiozłem parę złotych. W Polsce sytuacja zupełnie niemożliwa. Jak widać, zresztą nie tylko z mojego przykładu, w USA prostym robotnikom żyje się (pozostawmy na chwilę rozważania, czy wciąż tak jest) nieporównywanie lepiej niż w Polsce. Żyje się im tam na tyle dobrze, że władze tego kraju postanowiły silnie ograniczać możliwość osiedlania nowym osobom. Gdyby mieszkańcy innych krajów nie chcieli się tam osiedlać, nie byłoby przecież powodu stosować ograniczeń.
Z drugiej strony, dostęp do edukacji dla dzieci robotników jest praktycznie niemożliwy. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby zostali oni lekarzami, prawnikami, finansistami etc. A jest już dla nich niemal zupełnie niemożliwe pobierać nauki na najlepszych uczelniach w tym kraju. Wciąż, chętnych do osiedlania się nie brakuje.
To rodzi chyba dość naturalne pytanie, czy taki system przypadkiem nie jest „dobry” (tak, to bardzo ogólny przymiotnik). Przez wiele lat bowiem (nie wiadomo, co przyniosą najbliższe lata), wydaje się, że w USA doskonale sprawdzał się system oparty na tym, że bardzo wąskie elity rządziły krajem, nieco szersze stanowiły inteligencję, a robotnikom żyło się bardzo dobrze w porównaniu do innych krajów. Na tyle dobrze, że chcieli przybywać tam nowi robotnicy w ilościach, które spowodowały, że kraj postanowił się bronić przed ich napływem. Czy nie świadczy to o tym, że ludzie byli chętni oddać spory kawałek wolności i możliwości rozwoju, awansu społecznego, za cenę spokojnego, stabilnego, stosunkowo dostatniego życia.
W Polsce w moim odczuciu podziały nie są aż tak istotne. Podstawową różnicą jest dostęp do edukacji. Pomijając jakość uczelni polskich na arenie międzynarodowej, niemal każdy w Polsce może zdobyć wykształcenie na najlepszej w Polsce uczelni w danej dziedzinie. Wciąż jeszcze większość najlepszych uczelni jest państwowych, są liczne możliwości otrzymania pomocy państwa w czasie zdobywania wykształcenia. Oczywiście, osobom urodzonym w bogatych rodzinach jest bez porównania łatwiej, niż osobom ubogim. Wciąż jednak, nie jest to niemożliwe.
W rozważaniach na temat przyszłości klas społecznych warto uwzględnić także rozwój Internetu. Internet przestaje być już tylko narzędziem komunikacji i dostępu do informacji. Pojawił się Bitcoin, pojawiły się fundusze pożyczkowe, ludzie nie tylko się ze sobą komunikują, ale także doskonale organizują i podejmują wspólne działania. Jestem ciekawy, na ile Internet w najbliższych latach zmieni dzisiejsze rozumienie słowa „demokracja”.
