Słysząc kolejne pytania o sens moich tekstów głębiej zastanawiam się nad tym, po co ja to robię. Dlaczego dalej piszę skoro bywam krytykowany? Po co wdaję się w dyskusje skoro często mam odmienne poglądy od moich czytelników? Z jakich powodów zdarza mi się rozpętać burzę w szklance wody?

REKLAMA
Mój poprzedni tekst dotyczący tolerancji (Czy brak tolerancji jest jednoznaczny z dyskryminacją?) wywołał niemałe poruszenie. Nie przeszedł bez echa nie tylko wśród moich oponentów, ale także najbliższych mi osób. Usłyszałem sporo pytań o powody pisania i wysłuchałem wielu rad dotyczących zaprzestania jego kontynuacji. Co odważniejsi komentatorzy bloga życzyli mi raka lub radzili samobójstwo. Zatem dlaczego ja to robię? Już odpowiadam.
Gdy widzę pod jednym ze swoich tekstów ogrom komentarzy, w których czytelnicy wchodzą w dyskurs i przedstawiają kontrargumenty, to wiem, że w tym co robię jest sens. Moim celem nie jest sprzedawanie mądrości, przekonywania do swoich racji czy nawracanie, lecz chęć skłonienia czytelników do refleksji. Na tym właśnie polega dialog z osobą mającą odmienne zdanie. Warto jej wysłuchać i zastanowić się, czy aby na pewno nie ma racji. A może jej poglądy choć w niewielkim stopniu, w pewnych okolicznościach i pod pewnymi warunkami mają rację bytu?
Mimo, że czasami są mi wytykane błędy, niedociągnięcia merytoryczne czy braki w procesie rozumowania, to pisanie bloga ma dla mnie także dużą wartość osobistą. Zapoznając się z opiniami czytelników mam możliwość otrzymania bardzo szybkiego i dosyć szerokiego feedbacku na temat prezentowanych poglądów. Niektóre kontrargumenty analizuję, ale się z nimi nie zgadzam. Dzięki niektórym opiniom zmieniam swoje podejście. W przypadku części komentarzy nie jestem w stanie przeprowadzić żadnej merytorycznej analizy, ale to jest przecież wpisane w poetykę prowadzenia bloga.
To właśnie z szerokiego dialogu powinno się moim zdaniem czerpać inspirację do rozwoju swoich poglądów.